Posts tagged ‘Kraków’

14 marca 2015

Zielone światło



Tagi:
29 marca 2014

Illy w Krakowie II

t005

29 marca 2014

Illy w Krakowie

Kto zgadnie, jaki to lokal?

t001

25 marca 2014

Przeterminowany analogowy czas…

tumblr_n2yegorrJv1s9w60so1_500

24 marca 2014

Odkrycie na krakowskim Kazimierzu – fantastyczna kawa prosto z Triestu! Z pewnością znajdzie się w poleceniu w naszej książce. 

24 marca 2014

24 stycznia 2014

Brulion numer 6: Back to mountain, back to work, good bye…

Po dość długiej przerwie świątecznej, wracamy w góry. Na krótko, ale pracy przed nami sporo. Praca nad szóstym numerem Subiektywnego Przewodnika po Małych Przyjemnościach nabrała sporego tempa.

001

002

Gotujemy, jeździmy, szukamy ciekawych tematów. Zaglądamy w stare i nowe kąty. Czy to Paryż?

009 008 007

Wystrój i kraciasta cerata może nasunąć takie skojarzenie. No cóż, z przyjemnością bym się w Paryżu znalazł. Niestety to nie Paryż. Kto zgadnie?

006 005

Tydzień dobiega końca, więc znów wyruszamy i wciąż szukamy ciekawych tematów do książki. Wkrótce się dowiecie, co też udało nam się znaleźć… Do druku coraz bliżej.

003

004

Część zdjęć zrobiłem aparatem Zorki 4, obiektyw 35mm, film Fuji. Może zgadniecie, które zdjęcia są analogowe?

6 lipca 2013

Portishead na Hucie

01

Koncert odbył się w Hali Ocynownii w Hucie im. T. Sendzimira w Krakowie. Bardziej industrialne otoczenie chyba nie mogło się zdarzyć . Co prawda organizatorzy kazali nam sporo czekać na transport pod halę i zdążyliśmy zmarznąć, ale w końcu się doczekaliśmy. Przed wejściem na salę zarekwirowali mi aparat, ale Mimi przemyciła swój w torebce, więc mogłem uchwycić parę momentów. Koncert był zapowiedzią festiwalu Sacrum Profanum, który odbędzie się w wrześniu tego roku.

U mnie dziś foto-relacja, a w radio (07.06.2013) w Programie Trzecim od  00:00 w audycja Ciemna Strona Mocy poświęcona grupie Portishead.

03 04 05 02 06 _1170411 07 09 10 11 12 13 14 160001817 20 21 22 23 24P – ORTISHEAD19

16 września 2012

Z powrotem w Dymie analogowo

No i znów wracamy w te same miejsca. Co prawda chciałoby się znaleźć coś nowego i do tego też przyjemnego i ładnego. No, ale to nie takie proste. Czyżby nasze wymagania były za wysokie? No nie wiem. Swoją drogą pcha człowieka w stare miejsca. Dlatego wracamy do Dymu.

Z pewnością palma przyciąga…

Ile to już razy fotografowałem to okno i zawsze gołąb tam siedzi!

 Do kawy obowiązkowo musi być coś słodkiego. Zawsze mamy coś ze sobą, tym razem owoce goi w czekoladzie.

Letnie torby i czapka z daszkiem.

Mój Dzikus Śródziemnomorski śmieje się na myśl o morskich wakacjach.

Tuż obok, za barem Pan w muszce.

Zdjęcia zostały zrobione aparatem Exakta VX1000 na filmie Ilford fp4 125 ASA.

23 kwietnia 2012

Analogue is the future – już tego nie zobaczycie i małe zapowiedzi

Dziś jeszcze parę fotek z analogowej serii z aparatu Exakta VX1000 (patrz wpis „Analgue is the future„). Pozostanie jeszcze kilka ujęć do innego wpisu o wyjątkowym krakowskim miejscu. Takim, które naprawdę warto odwiedzić. No, ale to nie dziś.

Ten wpis to zapis tego, czego już nie możecie zobaczyć, bo zasłania to wielka reklama sklepu Kapp Ahl. Mowa o fantastycznym i gigantycznym graffiti na starej kamienicy na ul. Karmelickiej w Krakowie. Naprawdę robiło to ogromne wrażenie. A przy okazji zapędziłem się trochę dalej i odkryłem rzadko spotykane w Krakowie zewnętrzne, metalowe skręcane schody. I to wszystko w samym centrum. Tyle razy tędy przechodziłem i dopiero teraz mam to!

Kawowe zdjęcia muszą się też pojawić. W końcu przerwa na espresso jest obowiązkowym punktem dnia. A na koniec jedno zdjęcie, które jest tylko małym smaczkiem arcyciekawego miejsca, gdzie spektakl jest nie do opisania. To też w swoim czasie. Zbieram materiały i tak sobie myślę, że będzie to też relacja analogowa. A to jak wiecie wymaga więcej czasu.

Aż się nie chce wierzyć, że to są zdjęcia z analoga…

Analogowa wielokrotna ekspozycja

I na koniec stolik, który zapamiętamy na długo.

20 marca 2012

The Analogue is Future

W wpisie „Historia pewnego aparatu, mucha i inne” pisałem o aparacie Exakta VX1000, który zajmuje szczególną pozycję w naszej kolekcji. Dzisiaj zgodnie z obietnicą prezentuję pierwszą serię fotek z przywróconej do życia Exakty. Jak dla mnie jakość jest znakomita. Obiektyw Zeiss aus Jena  rysuje naprawdę ostro. Wydane pieniądze na naprawę, nie poszły na marne!

Rozglądnijcie się po ciemnych kątach w swoich szafach, a może odnajdziecie ukryty skarb? Myślę, że w polskich domach jest jeszcze sporo znakomitego i dawno zapomnianego sprzętu. Niejednokrotnie wystarczy go odkurzyć i będzie działał, a czasem tylko mała naprawa.

Lomografia jest przykładem powrotu do tradycyjnej fotografii. Tak wiele osób na całym świecie zachorowało już na tą „chorobę”. Do tego nie potrzeba wielkich umiejętności, a frajda jest niesamowita. Szczerze polecam!

„Forza Italia” – zdjęcie specjalnie dla Gosi z Sycylii

Na koniec „Autoportret w drzwiach Cafe Dym”

Zdjęcia wykonane aparatem Exakta VX1000, film Fuji 400ASA, wywołany i zeskanowany w Rossmann za 10,99PLN :) 

2 marca 2012

Wódka

Byłem sam na kawie. W „Wódce”. Aż mi się wódki zachciało napić ;)

W kawiarni siedzę ja, Sardynka, no i barman. Sardynka, to mój aparat.

Z barmanem pogadaliśmy o „Pijalni wódki i piwa” w Zaułku Niewiernego Tomasza, a także o tym, jak to krakowianie chcą ich wykurzyć z lokalu przez podstawione osoby.

Jest -18 stopni i nie chce mi się ruszać dalej (jest chyba 22 lutego 2012). Przeglądam jeszcze kartę wódek. Całkiem spora oferta.

– Szkoda, że macie otwarte dopiero od 15:00, bo kawę lubię wypić wcześniej. No i zwykle przychodzimy razem – mówię do barmana, mając na myśli nasze z Mimi kawowe przystanki.

– W soboty otwieramy już od 13. Niestety przez te mrozy zamykamy często wcześniej. To niedobry czas dla gastronomii – mówi.

Espresso nie było rewelacyjna, ale czułem się w „Wódce” dobrze. A to przecież bardzo ważne. Może następna kawa byłaby lepsza – pogadam z barmanem przy następnej okazji i o tym.

– Jeszcze tu wrócimy! – rzucam na odchodne i wychodzę na mróz. Jako, że mam ze sobą świeżą Sardynkę (z nowo załadowanym filmem) idę na mały spacer w ulubione miejsca.

Zupełnie nowym dla mnie punktem w Krakowie jest sklep „Leica” na Sławkowskiej. Dzięki wielkie za miłe przyjęcie w sklepie. Klasa sprzęt i obsługa. Tak, jak powinno być. Nie omieszkałem pochwalić się Sardynką w sklepie Leica :) Ubaw był niezły. Dostaję katalogi i broszury.

– Nie z każdym się tym dzielimy – mówi Pan z sklepu.

Jak mi się marzy druga Leica :)

Mimi wciąż nie ma, więc ruszam na drugą kawę do „Szarej” na Rynku 6. Mają tu gorące filiżanki i zawsze tak samo mocne espresso. Polecam to miejsce – świetny klimat francuskiego bistro. Szkoda, że ludzie boją się tu wchodzić. A w środku miła niespodzianka – espresso za 4,5PLN! Włochów można tutaj spotkać – zgadnijcie dlaczego :)

Nareszcie dzwoni Mimi – znów jesteśmy razem – pora na jeszcze jedną kawę..? :)

Cafe Bar Wódka, Mikołajska 5, Kraków

Wszystkie zdjęcia zrobione aparatem analogowym La Sardina Sea Pride, film Fuji 400ASA. Film wywołany i zeskanowany w Rossmannie :)

19 września 2011

Stare miejsca – nowe miejsca

Lubię te parę miejsc w Krakowie, które nie zmieniają się zbytnio. Lubię też tych parę uliczek. Jak tylko jestem w Krakowie, wracam tam za każdym razem, by spojrzeć z innej perspektywy. Pasuje mi to otoczenie, takie nie krakowskie, a może właśnie krakowskie, zagubione gdzieś w tym pośpiechu?

Bez znudzenie, powracam do Zaułku Niewiernego Tomasza na pyszne espresso w „Cafe Dym”. Fajnie znów zobaczyć Panów starszych, znawców sportów wszelakich w tym samym gronie, rozmawiających o sukcesach Radwańskiej i kolejce piłkarskiej. I znów Pani z Wiśniówką i Ci sami sympatyczni barmani. Czy mnie kojarzą nie wiem, ale ja ich tak :)

25 sierpnia 2011

Black coffee and Bicycles


zdjęcia archiwalne, jakiś miesiąc temu

28 lipca 2011

„Mała Francja” czyli „U Francuza” | Kraków

Spacerując ulicą Św. Tomasza w Krakowie odkryłem „La Petite France”. Zrobiłem jedno zdjęcie i pobiegłem ogłosić dobrą nowinę Mimi – Jest nowy lokal! Nie wchodziłem, bo chciałem z Tobą razem!

Tego samego dnia wracamy do Małej Francji. Jakby odległość do Paryża skróciła się do 60km (tyle mamy do Krakowa). Zapachniało ekologicznym targiem świątecznym na placu Abbesses na Montmartrze i do tego jeszcze pan Francuz, opowiadający o serze Morbier.

Okazało się, że lokal został otwarty raptem 5 dni wcześniej. Wspaniale być jednym z pierwszych klientów w takim miejcsu. Bagietki, sery, wyborne delikatesy i bardzo przyjemny nastrój.

Polecam deskę wędlin – to istna uczta dla miłośników podsuszanych kiełbas i prawdziwej szynki. Co jeszcze polecam – WSZYSTKO.

Odetchnąłem, bo jest miejsce w Krakowie, które zabiera mnie w bardzo przyjemną podróż nie tylko kulinarną. Nie ma co, to teraz nasze miejsce – Mały Paryż – La Petite France – U Francuza – ul. Św. Tomasza 25, Kraków.

28 maja 2011

Dym – Cracov Boogie

Są takie miejsca w Krakowie, w które najbardziej lubię wracać. Gdzie jeżeli coś się zmienia, to tylko na lepsze lub w ogóle nic się nie zmienia. Pamiętam, kiedy powstał „Dym” w „Zaułku Niewiernego Tomasza” na ul. Św. Tomasza – ludzie stali na chodniku i na ulicy, a do środka nie dało się wejść. Lokal był o połowę mniejszy niż jest teraz. Miejsce kultowe, choć zamykane przed 12 w nocy. Co się zmieniło do dziś? „Dym” się powiększył parę late temu. Trochę przez to stracił na klimacie. No, ale to było w czasach, kiedy panował boom na otwieranie, gdzie popadnie przykurzonej knajpy. Trochę ludzi się wyniosło w inne miejsca i na Kazimierz. Wydawało mi się, że dni tego lokalu są policzone. Nic bardziej mylnego!

„Dym” ma się dobrze do dziś. Wciąż przyciąga specyficzną klientelę, a „Zaułek Niewiernego Tomasza” z wielką palmą na środku jest chyba najfajniejszym miejscem z ogródkiem na zewnątrz w Krakowie. Wciąż te same stare krzesła w francuskim stylu, parasole bez agresywnych reklam browarów. Po prostu nie poddało się zmianom „przewalającym” się tuż obok na Rynku. Taki Kraków, to ja lubię!

Nie zawiedziecie się na też na kawie! Espresso i cappuccino jest wyśmienite. Przygotowane zawsze z świeżo zmielonej kawy, co nie jest częstym zjawiskiem. No i obsługa za barem jest zawsze bardzo miła, co się ceni.

Większość zdjęć została zrobiona w „Zaułku Niewiernego Tomasza”

24 maja 2011

Uliczne na-stroje w Krakowie

Czy faktycznie nie lubimy być fotografowani? Nie raz słyszałem odmowę, gdy pytałem się o zgodę na zrobienie zdjęcia. Ja nie uważam, by to jest coś złego. Zresztą, kiedy ktoś pyta dlaczego chce mu zrobić zdjęcie, odpowiadam, że np. świetne wygląda lub jest dla mnie bardzo oryginalną osobą. Takie stwierdzenie powinno być miłe dla tej osoby. Niejednokrotnie wystarczy też uśmiechnąć się po zrobieniu zdjęcia i to też załatwia sprawę, to taka forma podziękowania. Jednak w Krakowie, gdzie najczęściej bywam z aparatem, nie jest to takie oczywiste i łatwe. Nie raz spotkałem się z niezrozumiałą reakcją, wręcz z agresją.

Czy w królewskim mieście, tak bardzo nie lubią, gdy ktoś „kradnie” ich duszę podczas robienia zdjęcia? No i jeszcze te zarzuty, że nie mam prawa fotografować ludzi na ulicy. Zresztą prawo nie zabrania fotografowania ludzi w miejscach publicznych. Jedynie na terenie prywatnym trzeba mieć zgodę np. Pani bawiąca się z dziećmi w własnych ogrodzie. Kiedy wychodzimy na ulicę jesteśmy wystawieni na widok publiczny i musimy sobie zdawać sprawę, że nie raz możemy się załapać na zdjęcie lub nawet na film.

Pal licho, że mi się ostatnio dostało, od niektórych przechodniów. Myślałem, że tylko mężczyznę może to spotkać. Nic bardziej mylnego! Bo Mimi ostatnio dostało się bardziej. Tego już całkowicie nie rozumiem. Mimi podchodzi do osoby fotografowanej na ulicy z wyjątkową delikatnością i taktem. Nic to nie dało. Uśmiech również nie pomógł. Pewna Pani, która nawet nie była w kadrze, zrobiła awanturę na pół Rynku. Smutne jest to, że spokojne tłumaczenie nawet nie zostało wysłuchane tylko zakrzyczane. W naszym rankingu: „Kto został bardziej pogoniony przy fotografowaniu” – wygrywa Mimi 1 : 0. Cała sytuacja była na tyle niemiła, że musieliśmy chwilę odreagować na pysznej kawie. Po drodze stwierdziliśmy: Trzeba znów jechać do Paryża! A może wystarczy do innego miasta? Wkrótce będziemy mieli okazję się o tym przekonać.

Jak dla mnie, coś z tym Krakowem jest nie tak :(

Ta miła Pani, kiedy się jej zapytałem, czy mogę zrobić jej zdjęcie odpowiedziała:

– No to teraz niepotrzebnie się Pan spytał, bo zacznę pozować :)

3 maja 2011

Espresso & Karma | Kraków

Uwaga! Poniższy tekst jest mniej lub bardziej, ale nie aktualny. Wkrótce wpis o tym, co się teraz dzieje z „Karmą”.

 

Wciąż poszukuję miejsc, gdzie można dostać naprawdę dobre espresso. A jak pewnie wielu z Was wie, nie jest to takie proste. Trzeba wiedzieć, gdzie się udać. Bo dobry sprzęt jest i kawa też, ale jakoś się nie starają, sam już nie wiem…

Na szczęście jest „Karma”! Tutaj naprawdę się przykładają do przygotowania każdej filiżanki kawy i do tego serwują tylko kawę organiczną! Według mnie, to bez dwóch zdań, najlepsze miejsce w Krakowie na espresso i nie tylko. Można tu zjeść pysznie, tanio i zdrowo. Co raczej rzadko idzie w parze. „Karma” udowadnia, że jednak można!

Wielkie brawa za świetny prosty wystrój i wspaniała atmosferę. Ostatnio to nasze ulubione miejsce z Mimi, która jeszcze dziś napisała o tym miejscu trochę więcej: „Bardzo dobra Karma”. Polecam!

Ciekawostką jest fakt, że kawę Americano robią przy pomocy AeroPress™ Coffee and Espresso Maker firmy Aerobie Inc., z którą współpracuję od 7 lat, sprzedając ich latające dyski :)

„Karma”, ul. Krupnicza 12, Kraków

26 lutego 2011

Krakowski Polaroid by Night

Moda ma to do siebie, że wraca. I tak też jest z Polaroidami. Na wielu blogach panuje euforia związana z natychmiastowymi filmami. Nie ma się, co dziwić i w Polaroidzie jest coś takiego, co przyciąga do siebie. Warto zaglądnąć na stronę osób, które wykupiły maszyny od Polaroida i wynajęły halę, aby nadal produkować materiały natychmiastowe: Impossible Project. Godna pochwały inicjatywa, mająca na celu zachowanie tej techniki przez następne lata. Nawet mieli aparaty na sprzedaż, teraz został już tylko jeden. Niezłym ich osiągnięciem jest wypuszczanie nowych papierów do Polaroidów. Nazwa projektu Impossible – z j. angielskiego – niemożliwe – akurat w tym przypadku okazała się „nietrafiona”. Brawo!

W związku z tym polaroidowym zamieszaniem, które już trwa od jakiegoś czasu, zapraszam na moje polaroidowe transfery z nocnego Krakowa. 

4 lutego 2011

Przedziwny Kraków

Pozostaję w klimacie krakowskim, ale tym razem trochę inaczej. Mały spacer po Starym Mieście i odkrywanie starych i nowych miejsc w innym spojrzeniu.

30 stycznia 2011

Niedzielny Kraków

Od wielu lat w każdą niedzielę roku na ul. Grzegórzeckiej w Krakowie, odbywa się targ staroci. Zwany przez, niektórych „Pod Halą” – zapewne od pobliskiej hali targowej. Jak to na każdym pchlim targu, można tu znaleźć praktycznie wszystko. Wystarczy cierpliwie szukać i odwiedzać to miejsce co tydzień.

Klimat targu w pełni oddaje krakowskie nastroje i to, co mieszkańcy tego miasta lubią najbardziej, czyli antyki. Kto się zna i kto się nie zna, może trafić na coś wartego uwagi. Warto też zwrócić uwagę na spory asortyment retro rowerów, prezentowanych tuż przy ul. Grzegórzeckiej. Dostawa prosto z Holandii. Sam kupiłem tutaj 2 rowery, parę lat temu.

Chodzimy tam nie tylko, żeby coś kupić, ale przede wszystkim dla tych „prawdziwych” ludzi. Z tekstów zasłyszanych „Pod Halą” z powodzeniem można by napisać świetną książkę. Kiedy tylko wyjdzie słońce i robi się cieplej, sprzedawcy robią się jakby na wielkim luzie. Doceniając każdą sekundę ładnej pogody. Potrafią się cieszyć, pomimo tego, że niewiele mają.

20 stycznia 2011

„Zaopatrzenie” na Krakowskim Kazimierzu

Tak się akurat złożyło, że byliśmy na kawie i spacerze w niedzielę na krakowskim Kazimierzu. No, a to przecież dzień handlowy na Placu Nowym. Tak mnie coś tknęło, by ująć, to wszystko przez pryzmat tabliczki „Zaopatrzenie”. Zatkniętej za szybę zielonej Nyski tuż przy straganach z towarem rozlicznym.

14 stycznia 2011

Starbucks Coffee w Krakowie

Co prawda Starbucks Coffee jest już w Krakowie od września 2010, ale dopiero dziś udało nam się tam dotrzeć. Fajny klimat wielkomiejskiej kawiarni, zamknięty w dość małej przestrzeni na parę stolików. Według mnie sieciowy wystrój spełnia tutaj dobrze swoją rolę. Pomimo tego, że siedzi się w środku centrum handlowego, to jest miło i przytulnie. Tak jak powinno być w miejscu, gdzie pije się dobrą kawę.

Zamówiłem cappuccino dla Mimi, a dla siebie oczywiście espresso. Szybko podane w klasycznych sporych kubkach. Kawa świetna – nie ma co! Był problem, gdzie napić się dobrego espresso w Krakowie – już nie ma.

A co wy sądzicie o kawie w Starbucku?

 

 

Starbucks Coffe w Sharm El-Sheikh, Egipt 2008

A na wynos kupiliśmy nie kawę, a herbatę :)

19 listopada 2010

Co z tym Krakowem?!#$! Część druga!

14 listopada to świąteczny dla nas dzień! W tym roku był naprawdę bardzo ciepły, bo aż 20 stopni. Idealna pogoda na spacer po Krakowie, a potem espresso w ogródku, by wygrzać się w jesiennym słońcu.

Idąc na krakowski Rynek zastanawialiśmy się, czy będzie można znaleźć wolne miejsce, bo przecież pogoda wspaniała! Ile radości daje nam słońce w ten listopadowy dzień.

Na Rynku tłumy ludzi. Spacerują, sztukmistrzów pantomimy oglądają, miejsca w kawiarniach szukają. Nikt nie chce siedzieć w środku. Niestety ogródków na zewnątrz jak na lekarstwo – było ich może pięć. Co za świat. Pogoda iście wiosenna, a nie ma gdzie usiąść. Widać tylko czatujących przed ogródkami miłośników słońca.

I jeszcze coś. Coś źle się dzieje w starym Krakowie – restauracja Redolfi zamknęła okiennice i chyba też swoją działalność…

W związku z małymi szansami na miejsce przy Rynku, udajemy się na Zaułek Niewiernego Tomasza, gdzie spodziewamy się ogródków i fajnej atmosfery tego małego zakątka na starym mieście. Nic bardziej mylnego. Posprzątane! Stoliki i krzesła skrzętnie wywiezione i tylko samotny gołąb spaceruje po chodniku. Kawiarnie zapraszają do środa, no bo przecież już prawie zima! Więc krzesełek nie ma!

Ehh… Co było robić – zamawiamy espresso i cappucino, wynosimy sobie dwa krzesła przed lokal i rozkoszując się dobrą kawą, cieszymy się tą piękną i słoneczną pogodą. Na klombie tuż obok nas, przysiadła rodzinka, która też nie miała ochoty kryć się pod dachem.

Rozkoszując się dobrą kawą, obserwujemy zdziwione miny turystów, którzy mając w pamięci letnie ogródki w tym miejscu, zawiedli się tej pięknej niedzieli.

Panie i panowie restauratorzy – warto wyjść do słońca skoro świeci nam w listopadowe dni! Niestety w Krakowie nie wszystkim się chce… Co z tym Krakowem?

Zobacz także: Co z tym Krakowem?!#$!

16 listopada 2010

Kraków, Kazimierz, stary negatyw i Zorki 4

Aparat cyfrowy daje ogromne możliwości. Nieskończona ilość zdjęć, obróbka na komputerze – to wszystko jest naprawdę wspaniałe. Lubię te swoje cyfrówki. Zwłaszcza jeżeli kojarzą mi się z klasycznymi aparatami analogowymi, choć nie bardzo lubię to określenie. Kiedyś na aparat fotograficzny nie mówiło się analogowy – mnie to się i tak kojarzy z liczbami i według mnie nie pasuje. No, ale nadeszły nowe czasy i tak już jest. W przyszłym roku do sprzedaży ma wejść aparat cyfrowy, który wygląda jak model z lat 60-tych: Fujifilm FinePix. Czyli jednak powrót do korzeni fotografii. I to mi się bardzo podoba!

I dlatego pomimo wielu zalet fotografii cyfrowej, wciąż mam ogromny sentyment do klasycznych aparatów fotograficznych. Do negatywów i tej całej metalowej mechaniki w środku. Dźwięk płóciennej migawki i ciężar metalowej obudowy w ręku. Totalna prostota budowy i funkcji staje się w obecnych czasach czymś pożądanym. Aparaty analogowe mają w sobie, jak to nazywam „duszę”. Cyfrówka ma jej jakby sporo mniej.

Tak się zdarzyło, że w moim Zorki 4 był sobie film czarno – biały, na którym były zdjęcia zrobione w ciągu chyba z 6-ciu lat. Wstyd przez tyle miesięcy nie skończyć filmu – no właśnie – cyfrówki!

Przyszedł więc czas najwyższy, aby wywołać negatyw i zobaczyć co z tego wyszło.

Zdjęcia wykonane na m.in. krakowskim Kazimierzu, krakowskich Wodociągach podczas dni otwartych przy okazji Nocy Muzeów.

Aparat Zorki 4, Orion – 15 28mm/6, ILFORD FP 4 Plus 125, a nie jak pisałem w „Tak trudno się pożegnać” – Agfa APX 25. Są to pierwsze zdjęcia na tym negatywie. Ekspozycja była ustawiana za pomocą punktowego światłomierza Digital Spot Meter Pentax, który już został sprzedany… Natomiast ekspozycja dla ostatnich klatek była ustawiana „na oko” – galeria wkrótce.

 


10 listopada 2010

Co z tym Krakowem?!#$!

Jest taka kamienica – dawna oranżeria na ulicy Karmelickiej w Krakowie. Wpisana do „ZESPOŁY I OBIEKTYZ TERENU MIASTA KRAKOWA WPISANE DO REJESTRU ZABYTKÓW”. Dobre parę lat temu była tam jeszcze  całkiem urocza kwiaciarnia. Kamienica według mnie jest jedną z ładniejszych w Krakowie. Piękna witryna – idealna dla galerii, ekskluzywnego sklepu lub klimatycznej kawiarni. I do tego ten wielki napis No 66. Niestety od kwiaciarni i od dobrych paru, a i może 5 i więcej lat, służy jako słup ogłoszeniowy. Piękne stalowe drzwi już zupełnie są niewidoczne pod grubą warstwą plakatów reklamujących szkoły tańca, imprezy w klubach, kupię, sprzedam, wynajmę, itp. Za to tuż obok nadbudowano starą kamienicę betonem i szkłem na 4 piętra. Kamienica na ul. Karmelickiej 66a stoi wciśnięta, jakby nie na swoim miejscu w samym centrum starego Krakowa. Powiedzcie mi, co z tym Krakowem??

Zdjęcia pochodzą z aparatu analogowego, którego nie udało mi się sprzedać, więc pozostanie już ze mną na zawsze. Zresztą szkoda się rozstawać. Nikon F3 + Nikkor 50mm/1,4.

%d blogerów lubi to: