Posts tagged ‘czarno – biała fotografia’

27 kwietnia 2014

Keep Calm and Bake Bread

s01

Reklamy
15 czerwca 2013

Godzina 11.04

02

11 czerwca 2013

Coffee Time

01

03 02

4 czerwca 2013

Black & White Postcards

005 004 003 002 001

16 września 2012

Z powrotem w Dymie analogowo

No i znów wracamy w te same miejsca. Co prawda chciałoby się znaleźć coś nowego i do tego też przyjemnego i ładnego. No, ale to nie takie proste. Czyżby nasze wymagania były za wysokie? No nie wiem. Swoją drogą pcha człowieka w stare miejsca. Dlatego wracamy do Dymu.

Z pewnością palma przyciąga…

Ile to już razy fotografowałem to okno i zawsze gołąb tam siedzi!

 Do kawy obowiązkowo musi być coś słodkiego. Zawsze mamy coś ze sobą, tym razem owoce goi w czekoladzie.

Letnie torby i czapka z daszkiem.

Mój Dzikus Śródziemnomorski śmieje się na myśl o morskich wakacjach.

Tuż obok, za barem Pan w muszce.

Zdjęcia zostały zrobione aparatem Exakta VX1000 na filmie Ilford fp4 125 ASA.

11 marca 2012

Paryscy kelnerzy

Przeróżne opowieści krążą o wyczynach paryskich kelnerów. W wielu książkach czytałem o ich ekscentrycznych zachowaniach. Nie lubią ich turyści, a i dla paryżan nie są zbyt pobłażliwi.

Kelner z paryskiej restauracji, kawiarni, czy bistro to jest Ktoś! Prawdziwy artysta, który doprowadził do perfekcji obsługę klienta. Lubi czasem zakpić lub zażartować i wbić szpilę by pokazać, kto tak naprawdę się liczy. Nie mam im tego za złe :)

Pomimo tych wszystkich strasznych historii, nigdy nie doświadczyłem tego na swojej skórze. Dodam jeszcze, że nie znam francuskiego :)

Fajnie było obserwować ten gwar w kawiarniach Paryża. Bez kelnerów, to miasto straciło by tak wiele!

Pamiętajcie, że w „Cafe de Flore” tylko turyści siadają na piętrze! Choć kelner z pewnością będzie chciał Was tam zaprowadzić. Naprawdę liczą się tylko miejsca na chodniku Bulwaru St. Germain.

24 stycznia 2012

Artyści w Paryżu

Mówi się, że Paryż to miasto artystów. Nie bez powodu zresztą. Mówią, że w Paryżu chodzą w beretach – i to też jest prawda :)

Lubię ten klimat, bo świadczy o tym,  że to miasto nie zerwało z przeszłością. Na każdym kroku czuje się historię obecną w ludziach, architekturze, witrynach, kawiarniach i restauracjach.

Ostatnie zdjęcie – moje ulubione. To już inny typ artysty – kelner, ale o paryskich kelnerach napiszę w osobnym wpisie, bo to już zupełnie inna historia.

13 września 2011

Spóźniony w Budapeszcie

Jest godzina 20:59, Budapeszt.

Kawiarnie zapełniają się wieczornym gwarem i rozświetlają światełkami.

Nasz bohater dzwoni. Już wie, że nie zdąży na rande-vous.

Próbuje tłumaczyć się zepsutym skuterem…

…i pomyleniem godziny koncertu.

Wskakuje szybko do taksówki i odjeżdża…

Jak sądzicie, czy nasz bohater mimo wszystko miał udany wieczór? No i na jaki koncert się spóźnił?

25 sierpnia 2011

Black coffee and Bicycles


zdjęcia archiwalne, jakiś miesiąc temu

2 sierpnia 2011

Fashion Police

Budapest 2011

31 lipca 2011

Moi Chouchou

Paryż, Marzec 2011 roku

Café à MontmartreMoi Chouchou et ses lunettes

15 lipca 2011

Secesyjny Budapeszt

Nie tylko ludzie tworzą klimat miasta, także architektura ma tu dużo do powiedzenia. Budapeszt jest perełką architektury. Dla znawców tematu to książka, z której można czytać przez wiele lat. Piękne i monumentalne kamienice i bulwary, jak w Paryżu, a do tego secesyjne „sztuczki”. Lubię taki Budapeszt!

1 lipca 2011

Mimi at Donau | Budapest

Wieczory w Budapeszcie były bardzo ciepłe. Nawet nad Dunajem można było siedzieć do późna. Sprzyjały też temu najdłuższe dni w roku. Wieczorem ruch na rzece się wzmaga. Przypływają statki wycieczkowe z Wiednia pełne niemieckich turystów. A ja robię sesję Mimi przy monumentalnym budynku Parlamentu. Zupełnie nie planowaną.

Zapalają się lampy. Bliki na wodzie.

Czas płynie i nasze zmęczenie po całym dniu daje znać. Gdy Mimi zaczyna ziewać, czas zbierać się do domu. Po drodze i tak jeszcze usiądziemy na schodach Opery.

23 czerwca 2011

Migawki | Budapeszt

Jak się jest pierwszy raz w dużym mieście, to chce się chłonąć wszystko i szybko to miasto poznać. No, ale tak się nie da. Nie można wszystkiego na raz poczuć.

Z każdą godziną i dniem Budapeszt stawał mi się bardziej znajomy. Oto kilka moich migawek – taki krótki błysk Budapesztu, gdzie mieszkańcy Pesztu są zajęci swoimi sprawami.


28 Maj 2011

Dym – Cracov Boogie

Są takie miejsca w Krakowie, w które najbardziej lubię wracać. Gdzie jeżeli coś się zmienia, to tylko na lepsze lub w ogóle nic się nie zmienia. Pamiętam, kiedy powstał „Dym” w „Zaułku Niewiernego Tomasza” na ul. Św. Tomasza – ludzie stali na chodniku i na ulicy, a do środka nie dało się wejść. Lokal był o połowę mniejszy niż jest teraz. Miejsce kultowe, choć zamykane przed 12 w nocy. Co się zmieniło do dziś? „Dym” się powiększył parę late temu. Trochę przez to stracił na klimacie. No, ale to było w czasach, kiedy panował boom na otwieranie, gdzie popadnie przykurzonej knajpy. Trochę ludzi się wyniosło w inne miejsca i na Kazimierz. Wydawało mi się, że dni tego lokalu są policzone. Nic bardziej mylnego!

„Dym” ma się dobrze do dziś. Wciąż przyciąga specyficzną klientelę, a „Zaułek Niewiernego Tomasza” z wielką palmą na środku jest chyba najfajniejszym miejscem z ogródkiem na zewnątrz w Krakowie. Wciąż te same stare krzesła w francuskim stylu, parasole bez agresywnych reklam browarów. Po prostu nie poddało się zmianom „przewalającym” się tuż obok na Rynku. Taki Kraków, to ja lubię!

Nie zawiedziecie się na też na kawie! Espresso i cappuccino jest wyśmienite. Przygotowane zawsze z świeżo zmielonej kawy, co nie jest częstym zjawiskiem. No i obsługa za barem jest zawsze bardzo miła, co się ceni.

Większość zdjęć została zrobiona w „Zaułku Niewiernego Tomasza”

24 Maj 2011

Uliczne na-stroje w Krakowie

Czy faktycznie nie lubimy być fotografowani? Nie raz słyszałem odmowę, gdy pytałem się o zgodę na zrobienie zdjęcia. Ja nie uważam, by to jest coś złego. Zresztą, kiedy ktoś pyta dlaczego chce mu zrobić zdjęcie, odpowiadam, że np. świetne wygląda lub jest dla mnie bardzo oryginalną osobą. Takie stwierdzenie powinno być miłe dla tej osoby. Niejednokrotnie wystarczy też uśmiechnąć się po zrobieniu zdjęcia i to też załatwia sprawę, to taka forma podziękowania. Jednak w Krakowie, gdzie najczęściej bywam z aparatem, nie jest to takie oczywiste i łatwe. Nie raz spotkałem się z niezrozumiałą reakcją, wręcz z agresją.

Czy w królewskim mieście, tak bardzo nie lubią, gdy ktoś „kradnie” ich duszę podczas robienia zdjęcia? No i jeszcze te zarzuty, że nie mam prawa fotografować ludzi na ulicy. Zresztą prawo nie zabrania fotografowania ludzi w miejscach publicznych. Jedynie na terenie prywatnym trzeba mieć zgodę np. Pani bawiąca się z dziećmi w własnych ogrodzie. Kiedy wychodzimy na ulicę jesteśmy wystawieni na widok publiczny i musimy sobie zdawać sprawę, że nie raz możemy się załapać na zdjęcie lub nawet na film.

Pal licho, że mi się ostatnio dostało, od niektórych przechodniów. Myślałem, że tylko mężczyznę może to spotkać. Nic bardziej mylnego! Bo Mimi ostatnio dostało się bardziej. Tego już całkowicie nie rozumiem. Mimi podchodzi do osoby fotografowanej na ulicy z wyjątkową delikatnością i taktem. Nic to nie dało. Uśmiech również nie pomógł. Pewna Pani, która nawet nie była w kadrze, zrobiła awanturę na pół Rynku. Smutne jest to, że spokojne tłumaczenie nawet nie zostało wysłuchane tylko zakrzyczane. W naszym rankingu: „Kto został bardziej pogoniony przy fotografowaniu” – wygrywa Mimi 1 : 0. Cała sytuacja była na tyle niemiła, że musieliśmy chwilę odreagować na pysznej kawie. Po drodze stwierdziliśmy: Trzeba znów jechać do Paryża! A może wystarczy do innego miasta? Wkrótce będziemy mieli okazję się o tym przekonać.

Jak dla mnie, coś z tym Krakowem jest nie tak :(

Ta miła Pani, kiedy się jej zapytałem, czy mogę zrobić jej zdjęcie odpowiedziała:

– No to teraz niepotrzebnie się Pan spytał, bo zacznę pozować :)

16 Maj 2011

Street photography: One

Robiąc zdjęcia na ulicy, zadaje sobie pytanie, czy pytać o zgodę na zrobienie zdjęcia, czy nie pytać?

Nie zawsze jest to łatwe. Trzeba się przełamać by podejść do obcej osoby. No, ale najwyżej usłyszymy odmowę. Ostatnio to mnie już nie zraża. Mam nadzieję, że śmiałości będę miał coraz więcej. Wciąż nad tym pracuję.

Jednak najważniejszy w fotografii ulicznej jest uśmiech, który w większości sytuacji wystarczy. W naszym kraju, tak mało się ludzie uśmiechają do siebie na ulicy :) Bierzmy przykład z obcokrajowców!

Nikon F3 + Nikkor 50/1,4 | Ilford Fp4

15 Maj 2011

Analogowa ulica

Lubię łączyć fotografię cyfrową z tą tradycyjną analogową. Mam na to dwa sposoby. Pierwszy polega na odstawieniu cyfrówki na półkę i zabraniu na zdjęcia aparatu z filmem. To takie oczyszczenie głowy z tych wszystkich udogodnień cyfrowych. Wszystko manualne. Robię wtedy o wiele mniej zdjęć i bardziej się nad nimi zastanawiam, czy warto. W końcu jest ich tylko 36! Potem wywoływanie, skanowanie i obrabianie zdjęć. Niestety taka zabawa zrobiła się dość kosztowna. Wywołanie negatywu i podstawowe skanowanie to ok. 40PLN i do tego trzeba doliczyć koszt zakupu filmu :(

Drugi sposób, to wykorzystanie manualnych obiektywów w aparacie cyfrowym, które niejednokrotnie są lepszej jakości niż te produkowane obecnie. Ostrość i przysłonę ustawia się ręcznie. To takie pół na pół. Dzięki temu dodają trochę ducha tej starej dobrej fotografii do cyfrowego świata.

7 Maj 2011

United Kingdom Mafia :)

Widząc tych dwóch dżentelmenów wiedziałem, że może być ciekawie. Pierwsze zdjęcie robię ich kolegom, którzy o czymś mocno dyskutują po wyjściu z angielskiego pubu.

– Photo, photo?! – pytają mnie jeden przez drugiego. Odpowiadam, jasne czemu nie, bo przecież o to mi chodziło. Pytam skąd przyjechali i jak im się podoba w Krakowie. Jakby nie słuchają i mówią, że są znajomymi Putina i mają jakieś konszachty z rosyjską mafią. Lekkie podchmielenie wyniesione z pubu, tworzy niestworzone historie. Ja na to wszystko mówię, że raczej są z angielskiej mafii i robię zdjęcie.

Aparat Zorki 4 + Jupiter-12 35mm | Ilford Fp4 Plus

6 Maj 2011

Analogowa relacja

Tak to już jest z zdjęciami na negatywie. Nie są od razu do zobaczenia i jeszcze trzeba poczekać na skończenie całego filmu, wywołanie i skanowanie. Ufff… Trochę to zajęło. No, ale wreszcie jest czarno – biały zapis z naszego spotkania z Lloką i Grześkiem w Krakowie :) Dzięki za przemiły dzień!

Nikon F3 & Zorki 4 | film Ilford FP4 Plus

4 listopada 2010

Znad morza | Świnoujście

Tak bardzo lubię te morskie klimaty. Tym razem prezentuję serię fotek,  takich zrobionych w biegu, w kolejce na prom, na zakupach i w kafejce. Wszystkie zrobione przy okazji wizyty w Świnoujściu oraz niemieckim miasteczku Ahlbeck. Odkryciem była kawiarnia z świetnym espresso – tuż przy nadbrzeżu w Świnoujściu, o której będzie osobny wpis, ale to już następnym razem.

Coś mnie tknęło, aby wrócić do zdjęć czarno – białych. Nie ma co, to klasyka! Według mnie dobrze oddają klimat listopadowych dni.

%d blogerów lubi to: