Archive for ‘Przepisy kulinarne’

18 stycznia 2015

Moja wersja chleba Tartine

2015/01/img_0585.jpg

Reklamy
26 października 2014

Fish Sunday

IMG_0459.JPG

7 czerwca 2012

Pizzaiolo powraca!

Dziś wypróbowałem swój nowy przepis na pizzę. Jest tak dobry, że muszę się z nim z Wami podzielić. Pizzaiolo powraca w wielkim stylu!

Pizza Casa
(przepis dedykuję Gosi z Sycylii)

  • 200 g mąki pszennej chlebowej
  • 50 g mąki orkiszowej typ 750
  • 4 g drożdży suszonych
  • 1 płaska łyżeczka soli morskiej
  • szczypta cukru
  • 150 ml letniej wody (ok. 35 stopni)

Drożdże z cukrem rozpuścić w połowie szklanki letniej wody i odstawić na kilka minut. Kiedy drożdże zaczną pracować, dodać je do pozostałych składników. Wymieszać, a następnie wyrabiać ok. 10 minut, aż ciasto stanie się elastyczne. Odłożyć ciasto do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Jak tylko podwoi swoją objętość można rozwałkować. Pizzę piec w temperaturze 250 stopni na najniższym poziomie w piekarniku.

W klasycznej włoskiej pizzy im mniej składników tym lepiej. Ja dałem odrobinę sera, cebulę, świeże zioła, oliwki i 2 grzybki. Pizza powinna wyjść krucha od spodu i puszysta w środku. Jeżeli lubicie pizzę na cienkim cieście wystarczy cieniej rozwałkować. Do pizzy mieliśmy wino, które dostaliśmy za rzekome niedogodności od stewarda w samolocie Lufthansy, lot z Lyonu do Monachium. Choć my niewygód nie zauważyliśmy :) W każdym bądź razie wino było naprawdę dobre, a całą sytuację wspominamy szalenie miło.

Mimi w każdej wolnej chwili pisze teksty do naszej książki, która pochłonęła nas bez reszty. Ależ to jest dużo pracy!

 

28 listopada 2011

Ten Myzorki’s Soups: Jesienna zupa cebulowa

Zgodnie z obietnicą i z mały opóźnieniem, przedstawiam przepis na prostą zupę cebulową.

Cebulę bardzo lubię i tym bardziej zachęcam tych, którzy od niej stronią. W takiej zupie smakuje pysznie – zupełnie inaczej niż surowa. Jest słodka i karmelowa. Wystarczy jeszcze, podkręcić ją grzanką z oliwą i dobrym żółtym serem.

Jesienna zupa cebulowa

  • 60ml oliwy z oliwek ekstra virgin
  • 3 zmiażdżone ząbki czosnku (można dać mniej, jak kto lubi)
  • 6 dużych cebul, pokrojonych w cienkie plastry
  • sól morska nierafinowana
  • 2 -3 łyżki ekologicznego octu balsamicznego (bez konserwantów)
  • 1 litr bulionu z kurczaka (można wykorzystać ekologiczne kostki rosołowe bez glutaminianu sodu)
  • pieprz czarny
  • 4 kromki dobrego chleba lub bagietki (najlepiej własnego wypieku)
  • ser żółty bez sztucznych dodatków

W dużym garnku o grubym dnie (najlepiej żeliwnym), rozgrzewamy na silnym ogniu oliwę. Wrzucamy czosnek i smażymy ok. 30 sekund, aby lekko zmiękł. Dodajemy cebulę z odrobiną soli morskiej. Smażymy przez ok. 7 minut, ciągle mieszając. Zmniejszamy ogień i kontynuujemy smażenie przez ok. 25minut  lub do momentu, gdy cebula osiągnie złotobrązowy kolor. Pamiętamy o mieszaniu, aby cebula się nie przypaliła.

Następnie dodajemy ocet balsamiczny i gotujemy, aż wyparuje. Wlewamy bulion i gotujemy na małym ogniu przez ok. 10 minut.  Po tym czasie zupa powinna być gotowa.

Proponuję podawać z grzanką z chleba z patelni z oliwą i startym żółtym serem i doprawić świeżo mielonym pieprzem. Ważne, aby lekko posolić taką grzankę na patelni – będzie smaczniejsza. Druga propozycja, bardziej klasyczna, to przelać zupę do żaroodpornych miseczek i zapiec w piekarniku (ok. 180 stopni) z kawałkiem chleba lub bagietki i plastrem żółtego sera na wierzchu. Miskę stawiamy tuż pod grillem (górną grzałką).

Ja nie miałem sera, więc była z grzanka z chleba wypieku Mimi z oliwą z oliwek :) Smacznego!

Myślę, że osoby nie jedzące mięsa mogą wykorzystać spokojnie bulion warzywny własnoręcznie przygotowany lub z ekologicznych kostek rosołowych. Jeżeli w kostce nie będzie glutenu (warto takich użyć), to mamy pyszną zupę dla osób, zmuszonych unikać tego składnika. Zupa cebulowa to świetna propozycja na chłodne jesienne i zimowe dni, kiedy potrzebujemy się bardziej rozgrzać.

Kluczową sprawą przy sporządzaniu zupy cebulowej jest długie smażenie cebuli na małym ogniu. Wtedy odda do zupy to, co ma najlepszego i smak będzie bogatszy! Sophie Dahl, w swoim przepisie na francuską zupę cebulową, zaleca smażenie nawet do 40 minut. I dlatego koniecznie trzeba użyć garnka z grubym dnem, aby cebula się nie przypaliła. No, a jeżeli nie macie takiego, to pamiętajcie o częstszym mieszaniu.

Od razu ucinam domysły. Zdjęcia nie przedstawiają mojego zapasu cebuli na zimę. Zostały zrobione u naszego znajomego, prowadzącego gospodarstwo ekologiczne.

25 listopada 2011

Jesienna zupa cebulowa

Jak dla mnie zupa cebulowa jest jedną z moich ulubionych. Przyjemnie się ją robi i jeszcze przyjemniej zjada. Klasyczne danie na jesienne dni, aby się rozgrzać i wykorzystać świeżo zebraną cebulę z pola. Na razie jedno zdjęcie bohaterki tego wpisu na zachętę. A przepis jutro. Zapraszam!

Moi Drodzy, dziś już naprawdę nie dam rady wrzucić przepisu. Będzie w poniedziałek.

19 listopada 2011

Ten Myzorki’s Soups: Orientalna zupa z dzikimi krewetkami i miruną

W związku z tym, że od jakiegoś czasu gotuję różne zupy, postanowiłem podzielić się z Wami moimi doświadczeniami.

Przepis na tą zupę opiera się na kuchni makrobiotycznej. Nie zawiera glutenu! Idealna, także dla wegetarian. Przepis specjalnie dla Asi – myślę, że zupa powinna Ci smakować :)

Wszystkie składniki użyte przeze mnie były ekologiczne oraz nie posiadały żadnych sztucznych dodatków i konserwantów. Większość potrzebnych rzeczy można kupić w sklepach z zdrową żywnością i artykułami orientalnymi. Niektóre składniki mogą wydać się Wam dość drogie tj. algi, pasty miso, itp. Jednak warto w nie zainwestować, gdyż wystarczą na bardzo długo. Zresztą cena jest za najwyższą jakość i czystość. Szczerze polecam artykuły firmy Arche lub Lima. Dobrze jest także poszukać dobrych dzikich ryb morskich i owoców morza bez dodatków konserwantów – smakują o niebo lepiej. Polecam wybrać się w czwartek do Makro – wtedy mają dostawę. Jeżeli kupujecie mrożone ryby, rozmrażajcie je powoli w lodówce.

Warzywa i krewetki należy smażyć na patelni stalowej. Nigdy na teflonie, czy też innej powłoce non-stick. Warto przeczytać mój wpis „Teflon, gdy wygoda staje się trucizną„.

Orientalna zupa z dzikimi krewetkami i miruną

  • 1 kubek dzikich krewetek koktajlowych
  • 80g miruny lub innej dzikiej morskiej ryby
  • 3 łyżki zielonego groszku, może być mrożony
  • 1 duża cebula
  • 2 małe marchewki
  • 1 płaska łyżeczka Hatcho Miso
  • 1 płaska łyżeczka Genmai Miso
  • 1 mały por
  • mały kawałek alg Kombu lub Wakabe
  • ekologiczny Tamari sos bez pszenicy – bez glutenu. Smakuje jak sos sojowy.
  • sos rybny z anchois (ja polecam Squid Brand Fish Sauce)
  • 1/2 łyżeczki masła
  • 2 łyżki oleju do smażenia
  • szczypta soli morskiej niejodowanej
  • makaron ryżowy Udon

Do 1 litra wody dodajemy algi (rozmiar znaczka pocztowego na 1 osobę) oraz pasty Miso, zielony groszek i mirunę. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy dalej na małym ogniu.  W międzyczasie szatkujemy średnio drobno cebulę i pora. Marchewkę ścieramy na tarce na grubych oczkach. Na patelni lub stalowym woku rozgrzewamy mocno łyżkę oleju i smażymy cebulę z szczyptą soli. Po 2 minutach dodajemy pora i marchewkę. Kiedy warzywa delikatnie zmiękną dodajemy je do gotującej się zupy. Rozgrzewamy ponownie patelnię i dodajemy 1 łyżkę oleju i podsmażamy krewetki. Kiedy krewetki zaczną się zwijać i lekko brązowieć dodajemy ok. 1 łyżeczkę sosu rybnego i masło. Jak tylko masło się rozpuści krewetki są gotowe.

Uwaga alg Kombu się nie je – należy je wyjąć przed podaniem zupy. Natomiast algi Wakabe spożywamy wraz z zupą.

Zupę podajemy z makaronem Udon (pod żadnym pozorem nie używajcie makaronów firmy Tao Tao), przybraną usmażonymi krewetkami na wierzchu. Doprawiamy do smaku sosem Shoyu lub Tamari.  Smacznego!

Przepis jest w całości mojego autorstwa i nie pochodzi z żadnej książki kucharskiej. Jeżeli chcesz go udostępnić na swojej stronie, proszę podaj link do mojego bloga. Dziękuję!

Wkrótce kolejne zupy – nie tylko rybne. Zapraszam!

8 września 2011

Blue * Mimi * Jeans

Przy okazji wizyty w Ostrawie, odwiedziliśmy ponownie „Ostravanka Coffee Shop” w celu wypicia dwóch kaw, po jednej na osobę.

Przyjemnie nastrojeni paroma chwilami w słońcu w tej przyjemnej kawiarni, ruszyliśmy na spacer po przyjemnych uliczkach tego pomijanego w przewodnikach miasta.

Jeansowe Mimi kolory na uliczkach Ostrawy :)

22 Maj 2011

Pizza od Pizzaiolo

Jak chyba każdy facet lubię pizzę. Coś jest w tym krążku ciasta, że prawie zawsze mam na niego ochotę. Może dlatego, że jest to proste jedzenie i można ją zrobić z tym, co akurat mamy pod ręką.

Zdarzało mi się próbować pizzy w wielu miejscach. Raz była lepsza raz gorsza. Jak to zwykle bywa. No, ale nie ma to jak pizza zrobiona własnoręcznie w domu i z własnymi składnikami wysokiej jakości. Moje poszukiwania odpowiedniego przepisu i chyba jeszcze ważniejsze – techniki, trwały naprawdę długo :)

Zwykle moje pizze były twarde i nie wyrośnięte. Odbyło się też sporo prób w naszym piecu opalanym drewnem, gdzie na krzesełku się siedzi i pilnuje temperatury. Jednak, to wciąż nie było to.

Przekonać Mimi do czegoś, czego nie lubi, to było prawdziwe wyzwanie (przeczytaj jej wpis: „Pizzetta i 15 ziół„). Mimi ma swoje wymagania i byle pizzy nie ruszy, a właściwie w ogóle jej nie jada. No, a przecież przez żołądek do serca :)

No i pewnego dnia spisałem przepis z programu Jamiego Olivera takiej małej karteczce. Przypatrując się, jak Mimi przygotowuje ciasto na chleb, coś się tam nauczyłem i zrobiłem swoje na pizzę.

Kluczową sprawą jest dobre wyrobienie ciasta i potem cierpliwe czekanie aż ciasto odpowiednio wyrośnie. Można wykorzystać drożdże suszone lub świeże.

Pizzaiolo Pizza

  • 400gr mąki chlebowej
  • 30gr drożdży świeżych lub ok. 11gr drożdży instant
  • 4 łyżki oliwy z oliwek – polecam dodać naprawdę dobrą oliwę. (My mamy przepyszną oliwę od Gosi z Sycylii. Wielkie dzięki!)
  • 2/3 szklanki ciepłego mleka wymieszanego z wodą Temperatura między 30 a 40 stopni. Jeżeli nie macie mleka – może być sama woda
  • 1/2 łyżeczki soli morskiej

Mieszamy mąkę z drożdżami i solą. Dodajemy oliwę i po chwili mleko z wodą. Wyrabiamy ciasto aż będzie naprawdę elastyczne. Jeżeli robicie to bez pomocy miksera, trzeba wyrabiać ponad 10minut.

Wyrobione ciasto wkładamy do natłuszczonej oliwą miski i przykrywamy szczelnie ścierką lub folią spożywczą i odkładamy w naprawdę ciepłe miejsce. Niech ciasto podwoi swoją objętość, a jeżeli dacie mu jeszcze szansę, to niech wyrasta jeszcze bardziej. Zwykle zajmuje to ok. 2 godziny.

Odpowiednio wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na 4 małe krążki o grubości ok. 1cm i układamy na obsypanej mąką brytfance z piekarnika.

Idąc za słowami pizzaiolo z Neapolu: „Im mniej składników tym lepiej” – moja wersja powstała z 15 różnych ziół z własnego ogródka, plasterka ekologicznego sera żółtego i po 5 oliwek Kalamata na pizzę. Wszystko skropiłem oliwą i przyprawiłem szczyptą soli morskiej. Piekarnik nagrzałem na maksa tj. 250st. z termoobiegiem. Wystarczy 5 minut w piekarniku i gotowe!

Największą nagrodą dla mnie były słowa pochwały od Mimi :) Tak jej smakowało, że na drugi dzień robiłem pizzę od nowa. No i tym sposobem zostałem domowym Pizzaiolo :)

Z własnego doświadczenia wiem, że niby pizza prosta, ale jednak trzeba się przyłożyć, żeby była naprawdę dobra. Nie poddawajcie się i smacznego!

5 Maj 2011

Pozor! Cafe Černá Hvězda | Ostrava

Z naszych małych i dużych podróży, staram się zapisywać ciekawe miejsca. Nie tylko dla swojej pamięci, ale i dla użytku innych osób.

Podczas ostatniej krótkiej wizyty w Ostrawie, postanowiliśmy przejść się ulicą Stodolni, która jest pełna knajpek, barów i restauracji. W związku z tym, że była dopiero 12 w południe, życie na tej uliczce dopiero się rozkręcało.

Samo południe, to świetna pora na kawę. Nasz wybór padł na Cafe Černá Hvězda. Zamawiamy, jak zwykle dla mnie espresso i cappuccino dla Mimi.

No i jest klapa! Espresso to lurka jakich mało, a cappuccino wygląda i smakuje, jakby było zrobione z proszku. Rzadko się to zdarza, ale nie dopijamy do końca. Oj, trzeba było wrócić do sprawdzonej kawiarni Ostravanka Coffee Shop! Tak to czasem bywa. I dlatego, jeśli zdarzy Wam się szukać dobrej kawy w Ostrawie omijajcie kawiarnię pod czarną gwiazdą, bo gwiazda faktycznie czarna :)

3 Maj 2011

Espresso & Karma | Kraków

Uwaga! Poniższy tekst jest mniej lub bardziej, ale nie aktualny. Wkrótce wpis o tym, co się teraz dzieje z „Karmą”.

 

Wciąż poszukuję miejsc, gdzie można dostać naprawdę dobre espresso. A jak pewnie wielu z Was wie, nie jest to takie proste. Trzeba wiedzieć, gdzie się udać. Bo dobry sprzęt jest i kawa też, ale jakoś się nie starają, sam już nie wiem…

Na szczęście jest „Karma”! Tutaj naprawdę się przykładają do przygotowania każdej filiżanki kawy i do tego serwują tylko kawę organiczną! Według mnie, to bez dwóch zdań, najlepsze miejsce w Krakowie na espresso i nie tylko. Można tu zjeść pysznie, tanio i zdrowo. Co raczej rzadko idzie w parze. „Karma” udowadnia, że jednak można!

Wielkie brawa za świetny prosty wystrój i wspaniała atmosferę. Ostatnio to nasze ulubione miejsce z Mimi, która jeszcze dziś napisała o tym miejscu trochę więcej: „Bardzo dobra Karma”. Polecam!

Ciekawostką jest fakt, że kawę Americano robią przy pomocy AeroPress™ Coffee and Espresso Maker firmy Aerobie Inc., z którą współpracuję od 7 lat, sprzedając ich latające dyski :)

„Karma”, ul. Krupnicza 12, Kraków

13 kwietnia 2011

Teflon, gdy wygoda staje się trucizną

Po otrzymaniu listu z firmy DuPont Poland Sp. z o.o., ul. Postępu 17b w Warszawie, usunąłem treść wpisu.

 


14 marca 2011

Na prezent – espresso

Nawiązując do wpisu: „Mielona kawa, espresso i zakupy„, parę dni temu otrzymaliśmy, wraz z innymi niespodziewanymi prezentami od llooki, paczuszkę kawy –  Etiopia Arabica. Co za miła niespodzianka – szerzej o tym zdarzeniu napisała Mimi: „Gifted Girls„. No i dziś nadarzyła się okazja, aby spróbować tej mieszanki.

Jak zwykle przygotowuję dwie kawy: cappuccino z podwójnego espresso dla Mimi i dla mnie pojedyncze espresso. Co tu dużo pisać, z przyjemnością wypiliśmy kawkę – bardzo miły i mocny smak. Dzięki wielkie lloka, za ten prezent!

Tagi: ,
19 lutego 2011

Mielona kawa, espresso i zakupy

Nie jestem specjalistą od kawy, ani nie znam się na tych różnych gatunkach i grubościach mielenia. Po prostu, lubię napić się dobrego espresso.

A wszystko zaczęło się od marzeń. Pierwszy był mikser Kitchenaid Artizan, który kupiłem na amerykańskim Ebayu. Płynął do nas statkiem prawie 2 miesiące i myśleliśmy, że już nigdy nie dopłynie. Mikser jest już z nami 3 lata. Drugim w kolejce marzeniem był Kitchenaid Espresso Machine, czyli retro ekspres do kawy. Marzenie, czekało dobre kilka długich lat, zanim się ziściło w postaci bardzo miłego Greka z angielskiego Ebaya. Był na tyle miły, że wydał kurierowi zakupiony ekspres o 7 rano w sobotę! To naprawdę, godny uznania czyn, bo Grek i weekend! No i dzięki temu, że ekspres pojawił się u nas w domu – piję kawę. I jeszcze, gdy ekspres był w drodze, Mimi nazwała, go „Pimpek”, czasem też mówi na niego „Pimpula” – czego ja nie lubię, ale „Pimpka” tak!

Z przyjemnością przygotowuję kawę i wciąż pracuję nad poprawą techniki jej ubijania. Chętnie poznam Wasze doświadczenia w tym temacie.

No, ale sam ekspres to nie wszystko. Najważniejsza jest kawa! Wciąż poszukuję odpowiedniej mieszanki (już zmielonej, bo nie mam młynka). Kupiłem parę razy Lavazze Oro w sklepie Alma. Wydawała się być w średniej klasie cenowej. Później spróbowałem droższej Lavazzy – nie pamiętam już nazwy. No i już prawie wszystko udało się ustalić, kiedy przy kolejnej wizycie w sklepie, okazało się, że kupowana przeze mnie kawa podrożała o 4PLN, a potem o 6PLN! Co dało już całkiem sporą cenę 28PLN za 250g. Miarka się przebrała! Może Lavazza nie jest uznawana przez koneserów za dobrą i co to za cena, wcale nie dużo, ale jak już pisałem nie jestem znawcą, tylko początkującym miłośnikiem espresso. Postanowiłem poszukać na Allegro. I jakie było moje zdziwienie, że taka sama kawa kosztuje o ponad 10pln mniej! Zamówiłem parę sztuk i to tych z górnej półki cenowej do spróbowania, czyli do 17PLN :) , bo na Allegro droższej Lavazzy nie widziałem. Jednak, wciąż szukam takiej mieszanki, która będzie przypominać tą z ostatnich wakacji.

Ehh, w tych naszych sklepach to dają czadu z cenami! Warto szukać lepszej jakości po niższej cenie. Jest to możliwe! Chętnie poznam Wasze ulubione gatunki kawy, a przede wszystkim technikę tappingu, czyli ubijania kawy przez zaparzeniem w ekspresie, bo podobno, to jedna z kluczowych czynności :)

25 stycznia 2011

Zimowe BBQ

Czasem nachodzi mnie chęć na konkretny kawał mięsa. A jeśli mięso to tylko z grilla! Nasz wysłużony Webber nie chowa się przed zimą. Wręcz przeciwnie! Często go wystawiamy na mróz.

Jeśli to ma być gastro – porno (jak mawia Anthony Bourdain), to musi być:

Karczek według Mimi

1kg – 0,5kg karczku – zależnie od ilości chętnych :)

Kluczową sprawą jest zaplanowanie tego przedsięwzięcia odpowiednio wcześnie. Najważniejsza jest MARYNATA. Im dłużej mięso w niej siedzi (obracane co jakiś czas), tym lepiej.

Mimi proponuje marynatę maxi. Każdy z składników ma tu olbrzymie znaczenie.

Podaję proporcję składników marynaty na 0,5kg mięsa:

  • 3 – 4 łyżki oliwy
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 2 łyżki syropu klonowego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżka miodu
  • 4 goździki
  • szczypta cynamonu
  • pełna łyżeczka kuminu i słodkiej papryki
  • szczypta pieprzu cayenne
  • łyżeczka soli
  • szczypta czarnego pieprzu
  • 3 liście laurowe
  • 5 ziarenek ziela angielskiego
  • kilka pokrojonych ząbków czosnku
  • 1 duża posiekana cebula
  • kilka ziarenek czarnego pieprzu
  • 1 płaska łyżeczka: majeranek, rozmaryn, lubczyk
  • 1/2 łyżeczki tymianku

Wszystkie składniki mieszamy i zalewamy mięso. Następnie odstawiamy do lodówki lub w chłodne miejsce na minimum 24h. Z doświadczenia – najlepszy efekt uzyskamy marynując karczek przez dwa dni. W ciągu tego okresu należy, co jakiś czas obracać mięso, aby cały czas było obtoczone w marynacie.

Przed grillowaniem mięso należy pokroić w grube (ok. 2cm) kawałki i podsmażyć na patelni przez ok. 5 minut z każdej strony. Tak przygotowane kotlety na aluminiowej tacce kładziemy na rozgrzanym grillu.

Mięso powinno się robić powoli pod przykryciem (dobrym rozwiązaniem jest grill z przykrywką – przyp. autora). Ja grilluję od 40 do 60 minut. Co jakiś czas, należy mięso z właściwym mu namaszczeniem, nacierać pozostałą marynatą, aby nie wyschło. Podczas grillowania, konieczne jest wypicie przynajmniej jednego piwa! Lepiej uprzedźcie sąsiadów, bo zapach rozchodzi się na kilometer :)

To nie jest blog kulinarny, więc nie ma zdjęcia gotowego dania – zjedliśmy wszystko! Szkoda było patrzeć, jak stygnie na mrozie :)

Mimi mówi, że jeżeli ktoś nie lubi smaku mięsa, to taki karczek nie smakuje, jak mięso, to jest coś więcej.

17 grudnia 2010

Candy losowanie + Crumble

Dziś odbyło się losowanie dwóch nagród w moim pierwszym Candy No 1 | Driftwood Buoys. W komisji losującej oprócz mnie z powodów oczywistych zasiadła także Mimi, by sprawdzać, czy wszystko odbywa się zgodnie z prawem. W związku z tym, że do wygrania były dwie różne boje – odbyły się dwa niezależne losowania. Karteczki z Nickami zostały potasowane i wylosowane.

Z przyjemnością ogłaszam, że boję Newport wygrała Joanna, a House of Lizard – Karolina z Manderlay. Gratuluję zwycięzcą!! Proszę o przesłanie adresów, na jakie mam wysłać boje, by jeszcze zdążyły pod choinkę, na adres: design@aerobie.com.pl.

W międzyczasie wspólnie z Mimi przygotowaliśmy Crumble z jabłkami. Świetny deser na zimowe i mroźne popołudnie. Jest to zmodyfikowana wersja, ale jak się okazało najlepsza ze wszystkich, jakie próbowaliśmy.

Crumble z jabłkami

  • 3 – 4 kwaśne zimowe jabłka – najlepiej Szare Renety
  • dwie łyżki wody
  • 2 łyżki cukru brązowego
  • dwa pokruszone stroopwafle – najlepsze te eko z Rossmana

Kruszonka:

  • 50g masła
  • 50g cukru brązowego
  • 25-30g mąki

Obieramy jabłka, wykrawamy pestki i gniazda nasienne. Kroimy na małe kawałki. Podgrzewamy na patelni z cukrem i 2 łyżkami wody, aż lekko zmiękną.  Przygotowanie kruszonki: rozcieramy w palcach masło i cukier, a następnie stopniowo dodajemy mąkę. Ciasto ma się dać zbić w kulkę, ale nie może być za bardzo klejące.

Pokruszone stroopwafle wsypujemy na dno małej brytfanki lub patelni miedzianej, stalowej lub żeliwnej. Następnie dodajemy jabłka i rozprowadzamy równomiernie i lekko ugniatamy. Na wierzch posypujemy kruszonką. Wstawiamy do piekarnika na ok. 15 minut na ok. 180 stopni. I pieczemy aż kruszonka zbrązowieje. Smacznego! Podawać zaraz po wyjęciu z piekarnika.

Modyfikacja Mimi wiąże się z dodaniem słodkich stroopwafli, dzięki czemu całość uzyskuje przyjemny toffi smak. Stroopwafle na ciepło chyba już nie mają szans :)

Tylko wrodzona przyzwoitość powstrzymała nas przed zjedzeniem wszystkiego do końca. Zostawiliśmy sobie coś jeszcze na jutro. Podwójna przyjemność rozdawania prezentów i zjedzenia czegoś pysznego :) To crumble to prawdziwy rock’n’roll, jak by powiedział Jamie Oliver.

2 grudnia 2010

Mysza Marrons

„Najlepsze kasztany są na placu Pigalle…” – to zdanie pewnie każdy zna. Jednak nieustraszona Mysza Marrons postanawia to sprawdzić na własną rękę. Nie bardzo dowierza w słowa Hansa Klossa. A właściwie to nie bardzo wie, kto to J-23 i takie tam. Ma swój zupełnie inny świat.

Pierwszy dzień w Paryżu. 26 listopada 2010 roku, godzina 15:01, stacja metra „Pigalle” – Myszu mówi – Pewnie pieką tu kasztany.  I faktycznie tuż przy stacji metra, uliczny sprzedawca przypieka kasztany na koksowniku, który stoi w wózku z supermarketu.

– Nie pachną, tak jak powinny! Dobre kasztany podczas pieczenia powinny pięknie pachnieć, a te nie pachną! – woła Mysza.

Mysza Marrons, oprócz kasztanów, lubi wielkie paryskie kamienice z starymi windami, które działają bez ustanku od ponad 100 lat. No i kocha sam Paryż.

Mysza Marrons lubi te małe i wąskie windy, w których jest miejsce na dwie osoby i torbę makaroników z Laduree i nic więcej.

Mysza Marrons lubi otwierać i zamykać kratę w windzie i lubi, kiedy ktoś za nią naciska numer piętra i przywołuje windę na piętrze. Może boi się czerwonego guzika?

Dzień drugi. 27 listopada 201o roku. Ruszamy na Montmartre w poszukiwaniu najlepszych kasztanów.

Ostrzenie pazurków przed porcją kasztanów.

Niezawodna intuicja i znajomość tematu, przywodzi Myszę Marrons na Plac des Abbesses w 18 dzielnicy Paryża, gdzie akurat trwa świąteczny kiermasz i gra orkiestra. Plac tonie w świątecznych światełkach.

Jest! Pierwszy sprzedawca kasztanów. Idziemy sprawdzić, jaki towar oferuje. Niestety Monsieur nie ma najlepszego sortu. – No i nie pachnie, tak jak powinno! – mówi Mysza Marrons.

Ale, Mysza Marrons coś zaczyna się kręcić w kółko. Coś się dziwnie zachowuje. Coś wywęszyła.

– Te pięknie pachną! Prawdziwe marronsy! – woła Mysza Marrons, a miła Pani pyta:

– Madame s’il vous plaît? Kupujemy porcję świeżo uprażonych i pachnących kasztanów.

Oto Mysza Marrons, która uciekła na skraj placu des Abbesses. Z kasztanem w buzi, czarnymi łapkami od rozłupywania spieczonych skórek, zagląda do torebki po następnego gorącego kasztana.

Z torebką gorących kasztanów i szczęśliwą Myszą Marrons, ruszamy dalej na kiermasz na Placu des Abbesses. Malutkie marzenie Myszy zostało spełnione.

2 września 2010

Już nie letnie spacery…

Potok huczy złowieszczo. Idziemy sprawdzić, co się dzieje poniżej naszego domu. Czy droga zarwana w maju się trzyma. Moja Pani mówi, że jeszcze takiego deszczu w życiu nie widziała i że się boi.

Woda płynąca z gór stworzyła wodospady w miejscach, w których nigdy jej nie było.

Następnego dnia przestaje padać. Wybieramy się na spacer w górę doliny Jaszczurowej. Temperatura ok. 10 stopni – odczuwalna 5 stopni. Idziemy sprawdzić nasze piknikowe miejsce i poszukać kolejnych inspiracji do cyklu Twin Peaks. Spotykamy chłopaków na rowerach, cieszących się z lepszej pogody. Ten dziwny dzień, kończymy ogniskiem nad rwącym potokiem. Były parówki, pieczone ziemniaki i piwo. Nic więcej w domu nie było.

Trzeba jakoś odreagować.

23 sierpnia 2010

Coś słodkiego!

Moja Pani świetnie gotuję i to jest fakt! Nie mam co się plątać po kuchni. Są jednak pewne nasze ulubione dania, które robię tylko ja. Niby nic, ale jak przyjdzie ochota to robię naleśniki o każdej porze. Wczoraj był taki ciepły letni dzień. Pod wieczór przyszła ochota na naleśniki smażone w letniej kuchni pod chmurką.

Mój przepis jest dość ogólny – robię go zawsze na oko. Poniżej ilość składników mniej więcej.

2 jajka – najlepiej z wolnego wybiegu lub ekologiczne

1 kubek mąki – typ 550

1 łyżka oleju

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

ok. 1/2 kubka mleka i wody gazowanej

szczypta soli

Do mąki wbijamy 2 jajka, dodajemy sól i olej. Następnie wlewany w jednakowych proporcjach wodę i mleko i Mieszamy, aby uzyskać dość płynną konsystencję ciasta naleśnikowego. W razie potrzeby dolewamy mleka i wody. Ważne, aby podczas smażenia ciasto dobrze się rozlewało na patelni. Smażymy na mocno rozgrzanej patelni  z paroma kroplami oleju.

Naleśniki najbardziej lubimy z syropem klonowym, cukrem lub dobrym dżemem. Ostatni naleśnik, zjadam ze wszystkim, a co tam!

31 lipca 2010

A co to je ta Kofola?

Przy okazji odwiedzin u naszych południowych sąsiadów, natrafiłem na Kofolę. Reklamy i szyldy tego napoju widać w wielu miejscach. Akurat zatrzymaliśmy się w Tatranskiej Kotline na obiad i tu dowiedziałem się o co chodzi. Pytam kelnera (zapis z pamięci bez ptaszków i takich tam):

A co to je ta Kofola?

To je taki nasz narodovy napoj. To je taka Kofola.

To je alkoholicky?

Ne, to je nealko.

Czyli wszystko jasne! Narodowy niealkoholowy napój Słowaków. Kofola powstała w 1960 roku. Obecnie jest prawie tak samo popularna, jak piwo ;) Można ją dostać w półlitrowych kuflach praktycznie w każdej restauracji czy barze. Szkoda tylko, że w swoim składzie ma konserwant. Cholerny świat!

18 lipca 2010

Sunday Dinner with blog work

Nawet  najprzyjemniejsza praca np. tworzenie nowego bloga, wymaga energii. Dziś zrobiłem pizzę w piecu opalanym drewnem. Mamy taki w kuchni.

Faktem jest, że piwo pasuje do obiadu idealnie. Przy okazji naszych letnich wycieczek na Słowację, odkrywam na nowo jego smak. Nie ma co porównywać z naszymi browarami. Teraz w piwnicy mam zapas butelek zza naszej południowej granicy.

%d blogerów lubi to: