Historia pewnego aparatu, mucha i inne

Jak pewnie niektórzy z Was wiedzą – lubię stare aparaty. Dla mnie mają prawdziwego ducha. Zawsze zachwyca mnie w nich styl, mechanika i jakość wykonania. Teraz już chyba tylko Leica robi podobne i długowieczne aparaty fotograficzne.

Mamy parę takich zabytków w domu. Na pierwszym miejscu zawsze była EXAKTA VX1000 – aparat ze swoimi rozwiązaniami, wyprzedzający swoje czasy o dobre kilkanaście lat, a może i więcej. Oprócz tego to bardzo ważna pamiątka dla Mimi. To był ulubiony aparat jej Taty. Dlatego też postanowiliśmy przywrócić ją do życia. EXAKTA została rozebrana na części, wyczyszczona, nasmarowana i sprawdzona. Dostała też nową matówkę. Wszystko to u fachowca starej daty, który nie powiedział, że nie opłaca się tego naprawiać. Sprawdzone miejsce w Krakowie – wiedzą o tym moje obiektywy do Zorki :)

Właściwie koszt naprawy przekroczył wartość aparatu. Jednak, czyż nie było warto uratować jeszcze jednej wspaniałej kamery przed zapomnieniem? Ja uważam, że to były dobrze wydane pieniądze. Zresztą przekonamy się o tym po zrobieniu rolki filmu.

Przy okazji odbierania sprzętu z naprawy nabyłem, ale już w zupełnie innym miejscu, jeansową muchę. Co z pewnością oznacza, że będę ją nosił :) To będzie taki mój „analogowy” styl! A do tego znakomicie pasowałaby fajna torba. Dlatego też postanowiłem sprowadzić torby Heavy Duty Vintage do swojego sklepu, a w tym jedną dla siebie. Torby są szyte ręcznie  z wykorzystaniem starych materiałów – to nie masowa produkcja. Każda jest inna i niepowtarzalna. Pasuje to idealnie do mojej filozofii recyklingu, którą promuję moimi projektami lamp. A do tej mini kolekcji, Mimi dodała mi wspaniałą płytę Yann Tiersen „Tabarly”.

Torby Heavy Duty Vintage, będą dostępne w sklepie MyZorki Design Lampy Loft na dniach. Zapraszam!

22 Responses to “Historia pewnego aparatu, mucha i inne”

  1. Witaj:)
    takie aparaty mają niesamowity styl i swoją historię. Myślę, że naprawić było warto, zwłaszcza jeśli to tak cenna pamiątka :) przepiękne zdjęcia i ta mucha!!! cudo:) my dziś kupowaliśmy smoking na ślub dla mojego Zbyszka i właśnie namówiłam go na boską muchę – uwielbiam je…
    Płyty nie słuchałam, ale jak będę miała możliwość to przesłucham.
    A teraz lecę do sklepu popodziwiać.
    miłego wieczoru:)

    • Scraperka: jestem bardzo ciekaw, jakie będą zdjęcia z Exakty. Kiedyś to był naprawdę aparat z klasą :)

      Myślę, że muchy zostały trochę zapomniane. A szkoda. Czas to zmienić!
      Torby jeszcze nie są wystawione :) Więc jest jeszcze szansa zakupić :)
      Pozdrawiam!

  2. Gdyby Ernest Hemingway żył, to na pewno by nosił taką torbę:))), a to chyba przez płytkę, dodaną przez Mimi, zdjęcia nabrały dla mnie takiego klimatu, że „Stary człowiek i morze”:)))). A mucha, mucha klasa światowa.
    Pozdrawiam!!!!
    Sylwia:)

    • Sylwia: Ha, może taką powinny mieć nazwę od wielkiego pisarza :) Swego czasu skórzane paski i naturalne materiały były w każdej torbie :) A płyta faktycznie jest morska, trafiłaś w dziesiątkę!
      Pozdrawiam!

  3. Brawa dla Ciebie Sebastian,wyobrazam sobie jaka ogromna radosc sprawiles Mimi przywroceniem tego szczegolnego aparatu do zycia…To wspaniale ze tak o niego „walczyles”! Naprawde fajny facet z Ciebie ! :))) Dzisiaj wspomnialam nawet w komentarzu u Mimi,ze mam w Polsce aparat po moim pradziadku.Dala mi go moja ciocia podczas mojej ostatniej wizyty w kraju. Niestety zapomnialam go zabrac ze soba i zostal w szufladzie w moim dawnym pokoju. Nie wiem czy nadal dziala,pewnie nie, ale to wazna pamiatka po pradziadku z ktorym dziele ten sam dzien i ten sam miesiac urodzin :)) Torba i mucha-rewelacja,podoba mi sie niesamowicie! Bardzo,bardzo stylowo bedzie! :)) Gorace pozdrowienia od nas i buziak dla Mimi ode mnie :* :)

    • Gioia: myślę, że jeżeli ten aparat po Twoim Pradziadku nie jest uszkodzony mechanicznie, to spokojnie można go naprawić. Najczęściej wystarczy przesmarować i zsynchronizować czasy. Mogę popytać jakby to wyglądało. Tylko przy najbliższej okazji wizyty w Polsce zrób mu parę fotek. Myślę, że praktycznie każdy aparat warto uratować. A zdjęcia z niego, to jakby Pradziadek robił :) To jak prawdziwy wehikuł czasu.

      Mimi opowiadała mi o pizza casa, uśmiałem się setnie. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł ją Wam zaserwować osobiście :) To by było coś – wielka przyjemność i zaszczyt. W końcu, co my możemy wiedzieć o pizzy.
      Pozdrawiam serdecznie!

  4. Sebastian,to dla nas bylby wielki zaszczyt jesc pizze Twojego wyrobu! Mamy tu piec murowany do pizzy,czeka na „chrzciny” po blisko 10 latach nieuzywania,pewnie na Ciebie czeka! ;)) Co do domowej pizzy we Wloszech,to bardzo bys sie zdziwil-wcale nie jest taka dobra jakby to mozna bylo sobie wyobrazic :))) Jadlam ja juz w kilku domach i za kazdym razem bylo spore rozczarowanie-zazwyczaj ciasto az przesaczone jest oliwa, czesto brakuje soli :)) Twoim ciastem sie u nas zajadano! Wyobraz sobie ze kazdy po 3 i pol pizzety na osobe zjadl!! To najlepszy znak jak bardzo im smakowalo :)) (ja ledwo 1,5 mieszcze na raz tak dla porownania) :))) Dobra jest natomiast pizza tradycyjna,bardzo cieniutka,mamy to szczescie mieszkac dosc blisko najlepszej pizzerii w okolicy,wiec czesto ja sobie serwujemy (pieczona w tradycyjnym piecu na drewna,jak u nas) :) Milego wieczoru!
    Co do aparatu,napewno skontaktuje sie z Toba gdy bede go miala u siebie,sama jestem ciekawa w jakim jest stanie :) Z gory bardzo dziekuje za chec pomocy! :)

    • Gioia: no to mamy ustalone z tym Waszym piecem. Wspólnie go wypróbujemy! To by było naprawdę coś! Z tą pizzą włoską to pewnie masz rację. Trzeba wiedzieć, gdzie pójść. Zresztą to tak jak wszędzie :)
      Cieszy mnie niezmiernie, że ten mój przepis tak się udał. To naprawdę wspaniale!
      Z aparatem najlepiej by było, abyś mi go wysłała przy okazji, a ja pójdę do tego fachowca i zapytam, co da się zrobić.
      Pozdrawiam i idę dopieszczać przepis na pizzę, żeby w Sycylii nie było porażki :)

  5. ‚Dla mnie mają prawdziwego ducha. Zawsze zachwyca mnie w nich styl, mechanika i jakość wykonania.’ – zapomniałeś dodać jeszcze zapach :)
    Mam starego Zenita, z którym wiele przeszliśmy ;) Kiedyś zaniosłam zdjęcia B&W do wywołania w starym zakładzie i pan wydrukował je na papierze w rodzaju brystolu – byłam trochę zła wtedy, a teraz lubię je najbardziej – mają duszę :) Uwielbiam je przeglądać…
    A torba rewelacyjna! I nikt od razu nie będzie wiedział, że kryje w sobie takie rzeczy, jak to bywa z typowymi torbami fotograficznymi – dlatego ciągle noszę aparat w torebce ;)

    • Gosia: czasem spojrzenie na różne rzeczy zmieniają się i teraz inaczej patrzysz na te odbitki. Za parę lat to będzie spory skarb i nie do podrobienia rzecz! Aparat w torebce cały czas – klasa!
      Pozdrawiam!

  6. Torba marzenie! Czy wiadomo ile będzie kosztować?

  7. Sebastianie, przeglądałam sobie właśnie jakieś skandynawskie blogi, chyba bo zaglądałam tu i tam, i zobaczyłam na blogu http://heltenkelthosmig.blogspot.com/ , torbę podobną do tej Twojej, /we wpisie z 21.02.2012/. Nie jest dokładnie taka sama, ale podobna, na ramieniu jednej z kobitek na zdjęciu:)))

  8. Zorki, fajny ten post, klimat w nim na piątkę! Już sobie Ciebie wyobraziłam w tej muszce, z torbą na ramieniu, robiącego zdjęcia Exaktą:). Przedmioty z duszą to czasem ratunek- odskocznia dla nas w zabieganym współczesnym świecie.
    Dobrej niedzieli!

    • Ewelajna: myślę, że nie wytrzymam i szybko przywdzieje te rzeczy, a Mimi cyknie parę fotek do wpisu :) Będzie ubaw!
      Dobrze to ujęłaś o tych przedmiotach z duszą. Ja tak mam też z ręcznie i nie masowo tworzonymi przedmiotami. Mają swój charakter.
      Pozdrawiam!

  9. Piękny! I zgadzam się, każda kwota, nawet przewyższająca wartość aparatu, wydana na przywrócenie go do życia jest tego warta. Stare aparaty są niezwykłe:)

  10. Do Twojej Exakty poleciłbym dokupić wymienny kominek z matówką. Zmienia punkt widzenia i znakomicie ułatwia fotografowanie z małej wysokości (tuż nad ziemią). Koszt 30-50zł (allegro) a wrażenia niesamowite. Ponad to możesz zastanowić się nad zestawem pierścieni pośrednich do makrofotografii, z tym że wtedy proponuję dokupić również wężyk podwójny. Sam jestem posiadaczem kilkunastu Exakt, od wersji VP z 1937 roku do VX1000, czyli ostatniego prawdziwego Varexa. Fotografowanie nimi to prawdziwa przyjemność. Często więc razem z cyfrowym Nikonem podróżuje ze mną któraś z Exakt :)
    Pozdrawiam

Trackbacks

%d bloggers like this: