Ten Myzorki’s Soups: Orientalna zupa z dzikimi krewetkami i miruną

W związku z tym, że od jakiegoś czasu gotuję różne zupy, postanowiłem podzielić się z Wami moimi doświadczeniami.

Przepis na tą zupę opiera się na kuchni makrobiotycznej. Nie zawiera glutenu! Idealna, także dla wegetarian. Przepis specjalnie dla Asi – myślę, że zupa powinna Ci smakować :)

Wszystkie składniki użyte przeze mnie były ekologiczne oraz nie posiadały żadnych sztucznych dodatków i konserwantów. Większość potrzebnych rzeczy można kupić w sklepach z zdrową żywnością i artykułami orientalnymi. Niektóre składniki mogą wydać się Wam dość drogie tj. algi, pasty miso, itp. Jednak warto w nie zainwestować, gdyż wystarczą na bardzo długo. Zresztą cena jest za najwyższą jakość i czystość. Szczerze polecam artykuły firmy Arche lub Lima. Dobrze jest także poszukać dobrych dzikich ryb morskich i owoców morza bez dodatków konserwantów – smakują o niebo lepiej. Polecam wybrać się w czwartek do Makro – wtedy mają dostawę. Jeżeli kupujecie mrożone ryby, rozmrażajcie je powoli w lodówce.

Warzywa i krewetki należy smażyć na patelni stalowej. Nigdy na teflonie, czy też innej powłoce non-stick. Warto przeczytać mój wpis „Teflon, gdy wygoda staje się trucizną„.

Orientalna zupa z dzikimi krewetkami i miruną

  • 1 kubek dzikich krewetek koktajlowych
  • 80g miruny lub innej dzikiej morskiej ryby
  • 3 łyżki zielonego groszku, może być mrożony
  • 1 duża cebula
  • 2 małe marchewki
  • 1 płaska łyżeczka Hatcho Miso
  • 1 płaska łyżeczka Genmai Miso
  • 1 mały por
  • mały kawałek alg Kombu lub Wakabe
  • ekologiczny Tamari sos bez pszenicy – bez glutenu. Smakuje jak sos sojowy.
  • sos rybny z anchois (ja polecam Squid Brand Fish Sauce)
  • 1/2 łyżeczki masła
  • 2 łyżki oleju do smażenia
  • szczypta soli morskiej niejodowanej
  • makaron ryżowy Udon

Do 1 litra wody dodajemy algi (rozmiar znaczka pocztowego na 1 osobę) oraz pasty Miso, zielony groszek i mirunę. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy dalej na małym ogniu.  W międzyczasie szatkujemy średnio drobno cebulę i pora. Marchewkę ścieramy na tarce na grubych oczkach. Na patelni lub stalowym woku rozgrzewamy mocno łyżkę oleju i smażymy cebulę z szczyptą soli. Po 2 minutach dodajemy pora i marchewkę. Kiedy warzywa delikatnie zmiękną dodajemy je do gotującej się zupy. Rozgrzewamy ponownie patelnię i dodajemy 1 łyżkę oleju i podsmażamy krewetki. Kiedy krewetki zaczną się zwijać i lekko brązowieć dodajemy ok. 1 łyżeczkę sosu rybnego i masło. Jak tylko masło się rozpuści krewetki są gotowe.

Uwaga alg Kombu się nie je – należy je wyjąć przed podaniem zupy. Natomiast algi Wakabe spożywamy wraz z zupą.

Zupę podajemy z makaronem Udon (pod żadnym pozorem nie używajcie makaronów firmy Tao Tao), przybraną usmażonymi krewetkami na wierzchu. Doprawiamy do smaku sosem Shoyu lub Tamari.  Smacznego!

Przepis jest w całości mojego autorstwa i nie pochodzi z żadnej książki kucharskiej. Jeżeli chcesz go udostępnić na swojej stronie, proszę podaj link do mojego bloga. Dziękuję!

Wkrótce kolejne zupy – nie tylko rybne. Zapraszam!

22 komentarzy to “Ten Myzorki’s Soups: Orientalna zupa z dzikimi krewetkami i miruną”

  1. Brzmi i wygląda apetycznie, ale faktycznie dużo ‚wyszukanych’ jak dla mnie składników. Choć ostatnio wprowadziłam do kuchni sos rybny, więc może się dalej rozwinę;). Pozdrawiam cieplutko.

  2. Iwona: dziękuję za komentarz. Zawsze od czegoś trzeba zacząć, więc może po sosie rybnym przyjdzie pora na coś innego. Kiedyś dla mnie te wszystkie obce nazwy były mi obce. Sam je powoli wciąż poznaję.

    Moje przepisy są przygotowywane bez gotowych bulionów, wywarów, czy kostek rosołowych, stąd pasty miso, sosy i algi. To wszystko pozwala na nieskończoną praktycznie ilość możliwości.

    Zresztą makrobiotyka opiera się wyłącznie na ekologicznych składnikach i można powiedzieć dość „wyszukanych” produktach, aby zapewnić maksymalną ilość substancji odżywczych.
    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za Twój rozwój!

  3. Zupka wygląda bardzo apetycznie, lubię taki makaron i krewetki. Za wielu składników z Twojej listy nie znam, ale z przyjemnością bym zjadła tę miseczkę zupy. A na drugie dane gnocchi Mimi :-)
    Tamari sos muszę zakupić, szukałam właśnie eko odpowiednika sosu sojowego, więc tym bardziej dziękuję za ten post.
    Pozdrawiam :-)

    • Helena: dziękuję za komentarz! Tamari to świetny zamiennik sosu sojowego i do tego jest bez glutenu, co dla wielu osób jest dość ważne. Mimo wszystko polecam te składniki o dziwnych nazwach. Można z nich błyskawicznie wyczarować coś pysznego.
      Pozdrawiam!

  4. Smakowita zupa, do wypróbowania. A dlaczego nie polecasz makaronów Tao Tao? Z ciekawości czystej.

    • Yba: Dziękuję za komentarz! Z tego co wiem, to Tao Tao ma główną siedzibę w Polsce, Ich produkty nie mają wiele wspólnego z prawdziwą chińską kuchnią, a co najważniejsze Tao Tao stosuje rośliny modyfikowane genetycznie, które są szkodliwe dla zdrowia.
      Pozdrawiam!

  5. Witaj!
    Takie pyszności dzisiaj u Was! Wielki ukłon za twórczość kulinarną. Niestety jestem wegetarianką i nie spróbuje tego przepisu, gdyż rybki i krewetki to dla mnie też mięso.
    Jeżeli chodzi o teflon to mówię NIE! Tak trzymać!
    Powinniście z Mimi prowadzić warsztaty fotografii. Zdjęcie rewelacyjne!
    Pozdrawiam :-)

  6. Jestem naprawdę wzruszona. Brakuje mi słów, bardzo dziękuję Tobie i Mimi :) Pozdrawiam. Asia

    • Jaśminowasia: dziękuję za komentarz. To drobiazg. A tak na marginesie to wkrótce będą następne przepisy. Nowe zupy – z mniejszą ilością składników, więc łatwiej je przyrządzić. Myślę, że je polubisz :)
      Pozdrawiam!

  7. Sebastian,teraz to juz w ogole mi zaimponowales!! :))) Niestety ja kompletnie „anty-rybna” jestem :/ Jedyne co z morza pochodzi i co mi smakuje to kalmary-i to tez nie pod kazda postacia :/ Podziwiam jednak Twoj talent do tworzenia wlasnych smakow,wierze ze dla smakoszy ryb Twoj przepis jest super i koniecznie do wyprobowania! Pozdrawiam goraco,buziaka dla Mimi zostawiam :*

    • Gioia: dziękuję za komentarz! No proszę w takim miejscu nie jeść rybek :) Kalmary to ulubione danie Mimi. Prosto przyrządzone na patelni z masełkiem. Wkrótce francuska zupa cebulowa bez owoców morza. Dzięki za buziaki w swoim i Mimi imieniu.
      Pozdrawiam!

  8. gioia –
    dzięki za buziaka :* Był słodki :-)

    jaśminowasia –
    pół zimowego menu Ci utworzymy. Zobaczysz!
    Uściski.

    Ewa –
    fajnie, że tak sądzisz! My się ciągle uczymy robić lepsze zdjęcia, ale myślę, że w tym roku zrobiliśmy spory krok do przodu.

    Helena –
    sos Tamari jest wspaniały. Idealny w każdej kuchni. Świetnie zastępuje sól i inne przyprawy.
    Idealna dodatek nawet do polskiego rosołu ;-) Jest, jak maggi.
    Pozdrawiam ciepło.

  9. o kurcze jaka fajna zupka!:) wygląda bardzo bardzo apetycznie i pewnie równie dobrze smakuje. dzięki Mimi i Tobie odkrywam coraz to nowe smaki… i ta intrygująca kuchnia makrobiotyczna. czekam na więcej! pozdrowienia

    • Scraperka: dziękuję za komentarz! Fajnie, że możemy rozwijać i proponować smaki. A kuchnia makrobiotyczna jest naprawdę super. My wzięliśmy z niej trochę rzeczy do naszej kuchni. Wkrótce nowe odsłony.
      Pozdrawiam!

  10. hmm… powiem tak, podziwiam Cię za „wlasnoręczny” przepis, wymyślanie potraw to duża umiejętność i sztuka, dobieranie smaków, komponowanie, no coś jak z muzyką, musi wszystko zagrać ;), dlatego jest to dla mnie cenna umiejętność , tutaj wygląda to na dobre zgranie i wygląda smakowicie, my co prawda owoców morza nie tykamy, żadnych, bez wyjątku, ryby lubimy, niestety z wyjątkiem anchois / kiedyś nam podano w jakimś nieszczęśliwym zestawieniu i się zniechęciliśmy na długo/ ja mniej ryb jem zdecydowanie, tylko gatunki które mają jak najmniej „smaku” ryby Kalbar już nie ma żadnych oporów, zjada wszystkie, więc Twoją zupę chętnie, ale bez krewetek i alg / suchi też nie jadamy ze względu na owe algi/ to byśmy wszamali ;))), więc poczekam też na inne przepisy. Dodatki niesamowite, całkiem mi nieznane niektóre, Sos tamari mnie zaintrygował bardzo bo nie stosuję maggi w kuchni ;)
    pozdrawiam Cię serdecznie;)

    • Ula: dziękuję za komentarz! Lubię takie eksperymenty w kuchni, zwłaszcza jak Mimi smakuje :) W związku z tym, że wykorzystujemy wyłącznie ekologiczne składniki w kuchni i nie zawsze mamy dużo w lodówce, zmusza nas to do tworzenia własnych przepisów. Jak czegoś nie ma, to staramy się to zastąpić czymś innym.
      Natomiast jeśli chodzi o ryby, to należy wystrzegać się tych dużych drapieżników, ponieważ w ich organizmach jest najwięcej rtęci. Małe rybki nie będą tak niebezpieczne :)
      Pozdrawiam!

  11. Ula –
    O rany! To muszę zmienić menu na Wasz przyjazd. Zaskoczyłaś mnie bardzo tymi rybami…
    My jemy głównie małe ryby. Muszą być poławiane w morzu. Ryby hodowlane są straszne. Nie jemy np. tuńczyka, bo to sama rtęć. Dla mnie dieta śródziemnomorska nie ma sobie równych. Oliwa, dobry chleb, ryba z morza, wino, warzywa. Sushi nie lubię. Maggi tylko własna z ogrodu. O innej nawet nie myślę…
    Czemu algi u Was nie wchodzą w grę?

  12. Mimi ryby mogą być i to co napisałaś, bo śródziemnomorska kuchnia to nasz ulubiona :) aby nie te robaczki typu małże, krewetki i ośmiornice etc. :))) , a jeśli chodzi o algi… no maja w swoim smaku coś czego nie potrafimy nauczyć się jeść, ot coś jest nie tak z ich smakiem dla nas, naprawdę próbowaliśmy i nie dajemy rady, nawet dużo sosu wasabi nie pomaga :)Ty się nie przejmuj u nie wymyślaj za bardzo, chleb z masłem, kawałek białego sera , pomidor cokolwiek, my nie jesteśmy na nic uczuleni ani nie mamy alergii więc się niczym nie przejmuj :))) proszę.
    A maggi tez tylko z ogrodu daję a nie kupne. napisz tylko kiedy Wam pasuje żebyśmy przyjechali;)

  13. ula –
    ja surowych alg też nie lubię, ale suszone w zupie to inna sprawa i nie wszystkie mają taki wyraźny zapach i smak. Do takich zup idą bardzo małe ilości. Jednak skóra, włosy już widzą różnice. Algi są pełne witamin i soli mineralnych. Zrobimy zupę miso bez „dzikusów” z morza, ale z algami i spróbujecie. Myślę, że nie poczujesz tego typowego dla alg zapachu i smaku.
    Idę pisać do Ciebie @

  14. Brzmi bardzo smacznie i ile nowych dla mnie składników – znowu się czegoś u Was dowiedziałam :-) Chętnie kiedyś wypróbuję przepis, lubimy ryby i w zasadzie poza zagrożonym węgorzem i rybami hodowlanymi, jemy wszystkie – nawet na surowo, w sushi ;-)) Byle ktoś je sprawił i wyjął ości ;-)))
    Pozdrawiam ciepło, zdjęcie jak zwykle z klimatem :-)

%d bloggers like this: