Lamborghini i historia pewnego ciasteczka

Historia ta zdarzyła się tego roku, końcem lata. Był upalny dzień, podczas wycieczki do Keszthely na Węgrzech.

Kilka razy obchodziliśmy to zacienione miejsce przy małej cukierni. Okrągły stolik i dwa krzesła pod przystrzyżonym drzewkiem, prawie jak w Paryżu. Mimi nie mogła się oprzeć temu widokowi. Tym bardziej, że właśnie tu wymarała ciasteczka z makiem w pełni naturalne. A na krześle tuż obok spoczywa biały kartonik wypchany po brzegi winami z lokalnej winnicy. Do przysmaku była również, kawa od Tonino Lamborghini :)

Tylko cóż to, za dziwny sposób jedzenia ciastka? Czemu od środka? Może maku było więcej? Mimi bywa zabawna i czasami przypomina Amelie Poulain. 

Tagi: ,

20 komentarzy to “Lamborghini i historia pewnego ciasteczka”

  1. To Ty nie wiesz że TAKIE ciastka tak właśnie się je ??? , warstwami, najpierw środek, potem resztę :))
    a sękacz to tez odrywa się te poszczególne warstwy… są różne ciastka i różne sposoby ich jedzenia ;)), smakowite te Twoje zdjęcia i chwile i super ciepło-letnie, aż poczułam smak kawy i zapach „przycukierniowego” powietrza ;))
    uściski!

  2. No wlasnie! dziewczyny to wiedza hahaha :) tez zawsze jem tego typu ciacha od srodka, tam tkwi caly smak, najwiecej maku, czy cynamonu lub lukru, i czesto jem tylko srodek ;) Pycha!pozdrawiam cieplo

    • Bree: dziękuję za komentarz! No może faktycznie należy zaczynać od najlepszego kawałka ciastka? Dziewczyny to wiedzą?
      Pozdrawiam!

  3. Nie wierze! Otworzyly mi sie dzis wszystkie zdjecia z Twojego wpisu! :))) Hurraa!! Nie pisalam ostatnio wlasnie z tego wzgledu,dzis jest chyba moj szczesliwy dzien bo internet dziala calkiem, calkiem…dobrze! (psss,zeby tylko nie zapeszyc! ) :)) Niestety pozostale wpisy nadal maja puste miejsca zamiast fotek :/ Nie wiem juz dlaczego tak sie dzieje,byc moze maja wiekszy rozmiar?
    A teraz odnosnie wpisu : Twoja Mimi jest jak najbardziej wyjatkowa-pod kazdym wzgledem,tak jak wyjatkowa byla Amelie Poulain :))) Ciacho wyglada bardzo smakowicie,a srodek zawsze najlepszy bo najwiecej w nim pysznego nadzienia! ;)) Pozdrawiam bardzo serdecznie!

    • Gioia: dziękuję za komentarz! Fajnie, że tym razem więcej zdjęć Ci się załadowało. Zdjęcia raczej wszystkie mają podobny rozmiar, więc sam nie wiem, czemu tak się mój blog u Ciebie ładuje. Mam nadzieję, że od teraz będzie już tylko lepiej.
      Tak też przypuszczałem, że słodki mak skusił Mimi :)
      Pozdrawiam!

  4. Tak :o) zabawna ta Twoja Mimi na tych zdjeciach :o) Musze sprobowadz zabrac sie za podobne ciatko od srodka – kto wie, moze smakuje lepiej? ;o)
    Bardzo lubie klimat Twoich fotografii :o)
    Pozdrawiam cieplo,
    Linka

    • Linka: dziękuję za komentarz! Mimi jest zabawna to prawda :) Fajnie, że podobają Ci się moje zdjęcia. Wkrótce następny wpis.
      pozdrawiam!

  5. Mmmmm palce lizać, oj Sebastian musisz się jeszcze wiele nauczyć, ot chociażby jak jeść ciasteczko i nie chodzi tu o Savoir-vivre, ale o przyjemność i muskanie podniebienia.
    A tak na marginesie jako dziecko w taki sposób jadłam bułki i chleb (bochenek), byłam dobrym dzieckiem, bo dla rodziny zostawiałam chrupiące skórki.:) Pozdrawiamy serdecznie

    • Marta: dziękuję za komentarz! Ha! Czyli to normalny sposób dostania się do najlepszego kęsa :) Zastanawiam się, czemu dzieci nie lubią skórki z chleba. Dla mnie to największy przysmak :)
      Pozdrawiam!

  6. właśnie miałam napisać ,że środki są najlepsze..ale dziewczyny jak widać to wiedzą:-))
    a.

  7. Mimi wie, jak się cieszyć smakiem:) A dłonie ma najcudowniejsze, jakie widziałam!
    Przepiękna aura na tych zdjęciach.
    Pozdrawiam ciepło!

  8. Llooka: dziękuję za komentarz! Tak, Mimi wie co dobre. Jest bardzo dokładnym papierkiem lakmusowym :) Światło było wtedy naprawdę cudowne.
    Pozdrawiam!

  9. Odnosnie skorki od chleba :))) Ja juz jako dziecko wlasnie skorke lubilam najbardziej :) Szybko zjadalam srodek a chrupiaca skorke zostawialam sobie „na deser” ;))) Tak mi zostalo do dzis :)) Pozdrawiam cieplo!

    • Gioia: dziękuję za komentarz! Dla mnie też skórka z chleba była moim przysmakiem. Jak wracałem z piekarni to zawsze piętkę urywałem. No teraz to Mimi, piekarz nadworny, trzyma pieczę nad chlebkami :)
      Pozdrawiam!

  10. witaj:) trafiłam od Mimi i już mi się podoba:) fantastyczne zdjęcia. będę zaglądać.pozdrawiam

  11. scraperka: dziękuję za odwiedziny i komentarz! Fajnie, że do mnie trafiłaś. Zapraszam ponownie.
    Pozdrawiam!

  12. Ale wesoła sesja, podoba mi się! Hehe a ja jem odwrotnie, to co najlepsze zostawiam zawsze na deser :-)

%d bloggers like this: