Wild Nature in Baranya

Wioska Babarcszőlős na Węgrzech (czyt. Boborczsolosz), to taki nasz europejski koniec świata. Tuż przy granicy z Chorwacją w rejonie okręgu winiarskiego Villány (czyt. Wilań).

Przyjechaliśmy tu odwiedzić naszego węgierskiego Przyjaciela i pomóc przy winobraniu. Na dzień dobry dostajemy do spróbowania bardzo młodego wina prosto z wielkich beczek, w których zachodzi fermentacja.

– To jest Chardonnay, a to Pinot Noir – mówi nasz Przyjaciel, podając nam kieliszki musującego napoju.

Jeżeli to wino ma teraz taki smak, to już sobie wyobrażam, że jak dojrzeje, to będzie doskonałe! Cóż za wspaniałe powitanie, a to dopiero początek naszej przygody w Babarcszőlős.

Akurat byłą przerwa w winobraniu, więc nie mogliśmy pomóc, ale pomogliśmy w piciu wina :)

– Możecie spać w domku, którego „pilnuje” czarny baran lub w tradycyjnej jurcie, w której mieszkali potomkowie Węgrów w Mongolii. No, ale w nocy może być już za zimno na taki namiot. Wybieramy, więc domek z Baranciem :) Tak pieszczotliwie nazwała go Mimi.

Jak powiedział nam nasz węgierski Przyjaciel: – Nie jest to hotel, ale nocleg jest kulturalny. Moja Mimi okazała się naprawdę dzielnym zuchem! W domku nie było wody, trwał remont, więc wodę mieliśmy tylko ze studni z wielkim kołowrotkiem. Mimi, bez wahania przystała na warunki panujące na węgierskim końcu świata. A czarny baran zupełnie jej nie przeszkadzał, chociaż za każdym razem, gdy wychodziła z domu musiała stanąć z nim twarzą w twarz albo raczej twarzą w rogi :)

Po gorącym obiedzie w cieniu drzew, pojechaliśmy do Villány – stolicy regionu winiarskiego, ale o tym będzie osobny wpis. A po powrocie zjedliśmy kolację przy świetle lampy naftowej z niebem pełnym gwiazd nad głowami.

W winnicy wstaje się wcześnie, więc zrywamy się przed wschodem słońca. Idę zrobić trochę zdjęć. Po drodze spotykam Józefa, pracownika winnicy, który pokazuje mi owce, barany i całą stajnię z koniami. Specjalnie nawet wyprowadza jedną klacz na wybieg, abym mógł zrobić zdjęcia. Nic nie rozumiem, co do mnie mówi, ale wystarczy parę uśmiechów i poklepanie po plecach w ramach podziękowania. Wspaniali ludzie mieszkają w Babarcszőlős!

– Tuż za stajnią dla koni jest małe jeziorko. Jeżeli chcecie można się w nim kąpać, ale uważajcie jest dość głębokie – to nie Balaton – żartuje nasz Przyjaciel.

 – A teraz pójdziemy zobaczyć Mangalice – tradycyjne węgierskie świnki… Nic tu wiele więcej nie będę pisał. Myślę, że zdjęcia mówią same za siebie. Bardzo polubiliśmy te kudłate świnki :) Codziennie około 5 nad ranem te maluchy swoich głośnym chrumkaniem budziły Mimi, ale ja nic nie słyszałem, bo spałem przygnieciony chyba 100-letnią pierzyną z puchu.

 Wizyta w Babarcszőlős była dla nas wspaniała podróżą w czasie. Pełną niezapomnianych wrażeń, doskonałych smaków i wina.

Köszönöm szépen András!!

22 komentarzy to “Wild Nature in Baranya”

  1. Zorki, ale cudna relacja, czułam, że jestem tam gdzieś blisko o wschodzie słońca i podpatruję jak robisz zdjęcia…:) . Dzielna z Was Dzieciaki!
    A włochate świnki urocze! Zdjęcia oddają cały ich czar, pomijając ten, który budził MImi.
    Czekam na dalej i więcej i u Ciebie i Mimi. Dobrej nocy dla Was Obojga!

    • …co za fantastyczna wieś!!!!a świnki rewelacja,nie wiedziałam ,że są takie pokręcone!!!
      podróże w czasie ……
      ściskam a.

      • Inameliart: dziękuję za komentarz. Wieś na końcu drogi i do tego jeszcze ten dom był już ostatni. Totalna cisza i czyste niebo pełne gwiazd. Tak, to była podróż w czasie.
        Pozdrawiam!

    • Ewelajna: dziękuję za komentarz. Fajnie, że mogłem Cię przenieść w tamte rejony moimi zdjęciami. Wkrótce jeszcze więcej z naszej węgierskiej podróży.
      Natomiast te kudłate świnki były rozbrajające :)
      Pozdrawiam!

  2. Witaj! Barancio ma łagodne spojrzenie, ale nie wiem czy chciałabym z nim tak oko w oko się spotykać codziennie ;-) Za to te kudłate świnki bym z chęcią pogłaskała.
    Świetne zdjęcia wschodu, to musiał być fajny czas. A takie mniej komfortowe noclegi wspomina się najlepiej!
    Pozdrawiam

    • Helena: dziękuję za komentarz. Fakt, że Barancio wygląda dość osobliwie, ale raczej nie był agresywnie nastawiony. Z pewnością na długo zapamiętamy wizytę w Babarcszőlős :)
      Pozdrawiam!

  3. Życie w zgodzie z naturą, w rytm pór roku? To jest to, za czym dzieci miasta tęsknią, ale czy moglibyśmy tak żyć zawsze, a nie tylko na chwilę? Sama sobie stawiam ostatnio to pytanie…

    • llooka: dzięki za komentarz! My już tak żyjemy od jakiegoś czasu i całkiem to jest fajne. Wystarczy, co jakiś czas wyjechać do miasta. No jedyną rzeczą, której brak codziennie to przyjemnej kawiarni. No, ale jakoś sobie staramy radzić z tym problemem.
      Pozdrawiam!

  4. Ale sielsko! Cudnie! I kudłacze fajne! :-) Achhhh.

  5. Urocze miejsce … ciekawie pokazane dlatego od razu się chce je poznać … na zimną wodę ze studni zgadzam się w ciemno ale ten rogaty osobnik :) choć pięknie się prezentuje trochę dystansuje :) no nie wiem czy dorównałabym Mimi w odwadze :) … świnki – toż to prawie jak zoo paryżanki … ten skręt i błysk w oku :) … Sebastian jak poprzednie tak i ta podróż najbardziej uzmysławia, że świat ma wiele pięknych miejsc – tylko trzeba umieć je zobaczyć … jak dobrze, że Wasze spojrzenie na to wynorałam w necie :) … pozdrawiam

  6. Konstancja30: dziękuję za komentarz! Mimi faktycznie wykazała się sporą odwagą – nie ma co. Świnki były naprawdę przeurocze. Zresztą mamy do nich słabość. Mam nadzieję, że kolejne relacje z Węgier też przypadną Ci do gustu.
    Pozdrawiam!

  7. No proszę Cię – jak ma nie przypaść do gustu coś takiego fanom wiejskiego życia :)))
    Toż to raj ocalony do podziwiania i bycia, dzięki wielkie za pokazanie tego w tak wspaniały i ciekawy sposób, zdjęcia cudne, barany, świnki, ehh… ale mieliście wakacje :))
    A Mimi dzielna bardzo, na studniowej wodzie i ja się wychowałam u Babci i miednica z woda do mycia była… i peic z ławką, oj miłe to wspomnienia :)
    czekam na wiecej
    uściski!

    • Ula: dziękuję za komentarz! Myślę, że spora część Węgier to taki właśnie raj utracony. Trafnie to ujęłaś. U nas też tak mogło by być. A tak, to po prawdziwą kiełbasę trzeba jechać do Madziarów :)
      Ja też pamiętam takie czasy bez bieżącej wody. Przypomina się dzieciństwo i miłe wspomnienia. Nie miało to wtedy takiego znaczenia, czy jest ciepłą, czy zimna woda. Wydaje mi się, że staliśmy się bardzo wygodni. Wszystko musi być szybko i podane na talerzu. A przecież nie o wygodę w życiu chodzi.
      Pozdrawiam!

  8. piękne owce śruborogie! Czy autor bloga byłby skłonny podarować mi (wysyłając) jedno zdjęcie czarnego barana śruborogiego? Cel wykorzystania niekomercyjny.
    pozdrawiam

  9. My Zorki: Szkutnik pogrążył się w takiej rozpaczy, że mu nie odpowiedziałeś, że nie zauważył odpowiedzi. Zaraz mu pokaże i zmobilizuję do wysłania deseczki (?), bo teraz zajęty i buduje dom. Pozdrawiam głównie jako wielbicielka Mimi, niby nie mój styl, a jednak siedzę i wpatruję się w jej styl jak sroka w gnat.

    • Gospodarnanarzeczona: mam nadzieję, że Szkutnik odszukał moją odpowiedź z zdjęciem, Czy się nie mylę? Bo, jako coś to wyśle jeszcze raz zdjęcie :)
      Z tą deseczką to się bardzo ucieszę :) Lubię takie rzeczy. U mnie oprócz górskiego potoku do wielkiej wody całkiem daleko.
      Fajnie, że styl Mimi Ci się podoba, mnie bardzo :)
      Pozdrawiam!
      PS
      Szkutnik jest piekarzem??

      • Nie jestem piekarzem… jeszcze. Jak da rade to postawimy w tym roku piec pizza/chleb i wtedy może będę. Na razie mimo zimy buduję. Co do deseczki, to idealna by była jakaś taka z nieudanej planki na przykład, albo złamana wręga, coś takiego. Niestety tego typu „deseczki” jeśli są to są u rodziny w gdańsku, a pojadę tam dopiero wiosną. Teraz bardziej takie ciesielskie rzeczy bym mógł wysłać, o mogę Ci wysłać na przykład dłuto które kupiłem na ebayu, ale okazało się było w pożarze i się rozhartowało… Zdjęcia nie dostałem jeśli wysyłałeś

        • lkomenda: przede wszystkim wysłałem Ci zdjęcie i maila.
          Trzymam kciuki za piec chlebowy, bo sam żyję na własnym pieczywie od ponad roku i w sumie jest to najlepszy chleb, jaki mógłbym wymarzyć. Nigdy nie mam go dość, a co najważniejsze wiem z czego jest zrobiony.
          Za deseczkę już z góry dziękuję!
          Pozdrawiam!

  10. My Zorki, a widzisz nie dostał i nie zajrzał. Ale buduje. Piekarzem jak i szkutnikiem jak i budowniczym domu po godzinach, nad czym bardzo boleje. Ale może kiedyś.
    Jakby co mój mail: gospodarnanarzeczona@gmail.com.
    Ale do deseczki potrzebujemy adres prawdziwy ;-)

    • Gospodarnanarzeczona: myślę, że sprawę barana mamy już załatwioną – wysłałem na właściwy jak sądze email L. Dużo rzeczy budujecie, ale jak już się skończy to będzie można odpocząć w własnym domu i pyszną pajdą swojskiego chleba. Czego Wam serdecznie życzę!
      Pozdrawiam!

%d bloggers like this: