Spóźniony w Budapeszcie

Jest godzina 20:59, Budapeszt.

Kawiarnie zapełniają się wieczornym gwarem i rozświetlają światełkami.

Nasz bohater dzwoni. Już wie, że nie zdąży na rande-vous.

Próbuje tłumaczyć się zepsutym skuterem…

…i pomyleniem godziny koncertu.

Wskakuje szybko do taksówki i odjeżdża…

Jak sądzicie, czy nasz bohater mimo wszystko miał udany wieczór? No i na jaki koncert się spóźnił?

3 komentarzy to “Spóźniony w Budapeszcie”

  1. Na plakacie widzę Seala, ale garniturek naszego bohatera wskazuje, że wieczór spędzi jednak w kameralnym klubie słuchając jazzu… Nie będzie żałował straconej randki, ponieważ przez całą noc tkwił pod urokiem pięknej solistki…

    • llooka: dzięki za bardzo ciekawe poprowadzenie tej historii. Myślę, że fajnie by było pociągnąć to dalej razem ze zdjęciami.
      Pozdrawiam!

  2. … a rano, obudził się z potwornym kacem. Spojrzał na zegarek. Znowu był spóźniony. Szybki prysznic. Z szafy pospiesznie wyjął kolejny, świetnie skrojony garnitur, koszulę. A i buty – wypastowane na błysk przez gosposię czekały na swoim miejscu. Jeszcze tylko w przelocie wziął łyk wczorajszej kawy. Fuj. Odstawiając filiżankę, marynarką strącił na podłogę słoik miodu… A niech to, pomyślał. Nie miał czasu. Biegiem opuścił mieszkanie…

%d bloggers like this: