Lodowa porażka na koniec roku

Pod choinką, Mimi znalazła oprócz paru innych drobiazgów – łyżwy figurowe. Nie takie tam plastikowe, ale klasyczne z obcasem i ząbkami na czubku płozy. Było ubieranie i chodzenie po pokoju. Ostatni raz Mimi na łyżwach jeździła, jak miała 6 lat. Teraz znów ma łyżwy i chce je wypróbować na prawdziwym lodzie.

Pomysł, jak to u nas, pojawił się błyskawicznie: – Zrobimy własne lodowisko! Miejsce: placyk – tuż przy naszym potoku Jaszczurówka. Idealne położenie, choć po ostatniej powodzi teren trochę zryty przez koparkę, ratującą nasz most.

No i się zaczęło! Najpierw odśnieżanie, bo to przecież miejsce wyrzucania całego śniegu z drogi przy domu. Przy okazji budujemy wały ochronne wokół przyszłego lodowiska. Następnie równanie terenu. Z drewutni wyciągamy najdłuższe deski, aby  zrobić bandy zatrzymujące wodę.

Teren został przygotowany i w miarę możliwości wygładzony. Choć nie jest idealnie płaski (co w dalszej części miało kolosalne znaczenie – przyp. autora). Ciemna noc zapadła i mróz siarczysty trzyma. Lejemy wodę największą konewką ogrodową, aby utwardzić podłoże i bandy. Ręce przymarzają do metalu. Dziś już nic więcej nie damy rady zrobić. Byle był mocny mróz w nocy, to wszystko zmrozi jak należy.

Następnego dnia, wczesnym rankiem, pędzimy do sklepu by kupić szlauch ogrodowy do lania wody. Dobrze, że mamy kran w garażu – będzie blisko do lodowiska. Niestety końcówka kranu jest popękana i woda leje się na wszystkie strony, a na lodowisko prawie nic.

Mimi wyczytała w internecie, że takie lodowisko trzeba zrobić na folii. Sprawa jasna!

Rano jedziemy do Krakowa i przy okazji kupujemy 48m2 czarnej folii ogrodniczej w Castoramie. Już po zmroku bierzemy się, za jej układanie. Wszystko zaczyna wyglądać profesjonalnie i dobrze. Uszczelniam wąż ogrodowy taśma hydrauliczną. Lejemy wodę!! Woda się leje, a siarczysty mróz trzyma.

Trochę wolno się nam napełnia nasze lodowisko. Postanawiam nosić wodę z potoku. Wiążę linę do wiadra i zarzucam je przy naszym wodospadzie do wody. Pięknie się napełnia, wyciągam i wlewam na folię. Parę takich kursów i już jakby mróz zelżał i wody nieznacznie przybyło. Jest 23:00 – na dziś wystarczy. Zadowoleni i zmęczeniu, snujemy plany na Sylwestra na lodzie  w naszym Rockefeller Center.

Rankiem okazuje się, że lód zamarzł, ale jakoś tak dziwnie w powietrzu. Pod nim pusta przestrzeń – dziwne. No, ale przecież woda traci swoją objętość przy zamarzaniu. No to lejemy dalej. Niestety uszczelnienie szlaucha puszcza i tą drogę napełniania mamy z głowy. Udaję się do życzliwego sąsiada, od którego dostaję małą pompę elektryczną. Ryzykując hipotermię schodzę do rzeki i kopię dziurę pod pompę. Podłączam prąd i wąż i włączam.

I nic! Pompa nie ciągnie, nie działa, nie mruczy, nic, cisza! To koniec. Wiadrami nie dam rady napełnić lodowiska. Pół roku nam to zajmie. A to przecież 30 grudnia – 1 dzień do Sylwestra! Sprawa wygląda beznadziejnie.

Mimi mówi: – Dzwoń do Straży Pożarnej w Jaszczurowej, niech przyjadą i naleją nam wodę. To dla nich chwila! Wsiadam w samochód i jadę do strażnicy OSP Jaszczurowa po pomoc. Tam dostaję telefon do komendanta straży. Wyjaśniam mu, co i jak. Zgadza się pożyczyć pompę spalinową! Super – to jest urok małych miejscowości oraz datku dla strażaków za kalendarz na Nowy Rok, a może zwykła ludzka pomoc sąsiedzka.

Mróz ok. -10st., a do rzeki zejść trzeba, by wąż ssący umiejscowić. Pełni entuzjazmu nie czujemy zimna i mokrych ubrań na sobie. Pompa jest mała, ale skuteczna – napełnia nasze lodowisko w ciągu 15 minut. Teraz niech mrozi! Sylwester na Lodzie rysuje się w świetlistych barwach kolorowych lampionów i światełek, z muzyką, ogniskiem i barkiem z łyżwami na nogach, a Mimi już wymyśla kolorowe drinki. Zostawiamy wodę do zamarznięcia, by w ostatni dzień roku ślizgać się do woli.

Późnym wieczorem idę oddać zepsutą pompę sąsiadowi. Przy okazji sprawdzam co z naszym lodem, czy już jest gładki i twardy.

Nie, to niemożliwe! Znów mamy napowietrzny lód. Cała woda uciekła i zamarzła na drodze i na moście. Katastrofa!

Okazało się, że w folii była spora dziura (5cm) i to w miejscu, gdzie było najniżej i spłynęła cała woda. No, ale czy jest tylko jeden, czy więcej wycieków? Tego nie da się sprawdzić.

I tak nasz American Dream o gali sylwestrowej na lodzie w Rockefeller Center w Jaszczurowej poszedł, jak krew w piach, a my zostaliśmy na lodzie.

 

Innym poszło znacznie lepiej :(

23 Responses to “Lodowa porażka na koniec roku”

  1. Historia kojarzy mi sie z powieścią Whartona -Wieści:)))przeczytaj klimat jak w twojej historii:)))

    • Hanna, ja tej powieści nie znam, ale Mimi tak. Powiedziała, że faktycznie jest wiele podobieństw :(
      Dzięki za komentarz i odwiedziny!!
      pozdrawiam noworocznie

  2. Wow, czytałam z zapartych tchem. Miałam nadzieję na końcu na Mimi na łyżwach:)

    • Delie, my też byliśmy pewni, że w Nowy Rok będziemy się ślizgać od rana..
      pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego na cały rok!

  3. Czytałam biegiem, ale emocje! Tyle pracy na marne, ale coś czuję, że się nie poddacie:-)

    • Patrycja, czasem tak to jest, że się człowiek napracuje i nic. Nam się to zdarzyło. No, ale powiem Ci, że było warto! Ta energia podczas tych wszystkich działań mróz wygoniła!! A dziś jest tylko -1 i wieje halny.
      pozdrawiam serdecznie na ten Nowy Rok!

  4. Jejku, juz myslałam, ze strażacy pomogli… i zobaczę Mimi na łyżwach… Pomysła i tak znakomity:) Jeszcze Wam się ziści. Najpiękniejszego na ten Nowy Rok! Dla Was Obojga!

    • Ewelajna, tak rzutem na taśmę, a raczej na pompę spalinową do rzeki i wszystko miało być pięknie! No, ale tak to czasem bywa.
      Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!

  5. Trzeba miec zapał żeby cos takiego zrobić :) Mi by się chyba nie chcialo… wolałbym iść na lodowisko (jeżeli byłoby gdzies niedaleko:P ). Wszystkiego najlepzego w nowym 2011 roku dla autora i czytelników bloga, Fabian :)
    ______________________________
    http://fuckingfortress.wordpress.com

  6. Ależ byłoby cudnie, gdyby się powiodło! Zima jeszcze nie dobiega końca, także wszystko przed Wami… Tylko czy zapału nie zabraknie? Może w ferie?;)
    Moje figurówki też czekają na premierę w tym roku.
    Pozdrawiam !

    • Llooka: Ha, to pewnie byśmy z lodu nie schodzili :) No, tak to snujemy plany co zrobić w przyszłości. Większe, w innym miejscu, bardziej zaplanowane, itp.
      Mam nadzieję, że wkrótce poślizgasz się na swoich łyżwach.
      pozdrawiam cieplutko!

  7. zachęcam do ponownej próby , takie przydomowe lodowisko to dobra rzecz , można o każdej porze dnia i nocy z niego korzystać i co najważniejsze – nie ma na nim tłoku , chyba , że sąsiedzi są bardzo towarzyscy.
    Kiedyś , w czasach „wczesnej młodości” też robiliśmy lodowisko na podwórku , zasilając je wodą z piwnicy i choć „tafla” była wyboista, to radość przeogromna.
    Dobrych dni w Nowym Roku!

    • Schola, dziwne, że tak mało jest takich przydomowych lodowisk. Może ludziom się nie chce? A przecież to świetny sposób na przetrzymanie zimy i to jakaś jej dobra strona przecież, bo w lecie mrozu nie ma.
      Ślizgawka przy każdym domu!! To by było to.
      pozdrawiam serdecznie!

  8. Jejku,Sebastian,Ty to masz dar opowiadania! :))) Usmialam sie jak nic! :))) Jaka szkoda ze nie udalo Wam sie zrobic lodowiska na czas :( jednak glowa do gory! To jeszcze nie koniec mrozow,uda sie kolejnym razem! :)) Pozdrawiam goraco!

  9. Gioia, historia sama się napisała, bo jest w 100% prawdziwa :) Tyle osób trzyma kciuki, że powinno się udać to zrobić…
    pozdrawiam serdecznie!

  10. Jeszcze się uda, nie chcę straszyć, ale zima jeszcze potrzyma. Więc na pewno się lodowiska będzie, jak by co to możemy pomóc. :)
    Opowiadanie czyta się świetne.
    POZDRAWIAM Kasia

    • Kasia, z tą zimą to pewnie masz rację, no a z lodowiskiem to zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie. Może będzie kolejna ciekawa historia do opisania.
      pozdrawiam serdecznie

  11. A ja trzymałam kciuki cały czas. Szkoda, że puki co się nie udało. Podziwiam energię w dążeniu do celu:) Jeszcze się uda! Zobaczycie, ile kibiców macie:D A historię opowiedziałeś kapitalnie:) Były emocje!
    Pozdrawiam serdecznie i dobrego tygodnia:)

    • Karolina, mam nadzieję, że starczy nam samozaparcie i będzie drugie podejście. No zobaczymy. Cieszę się, że historia Ci się spodobała.
      pozdrawiam!!

  12. genialna historia!! trzymam kciuki za udane łyżwowanie:)

    • Marjana: dziękuję za komentarz i odwiedziny. Na razie mrozu nie ma, więc drugiego podejścia nawet nie ma jak zrobić :(
      pozdrawiam!

Trackbacks

%d bloggers like this: